Rocznicowe rozważania, rozważane każdego roku.

Czy to normalne, że ludzi dzisiaj bardziej interesuje, kto, jaki ma ulubiony kolor, jakiej słucha muzyki, czy lesze do pokoju są szare zasłony, czy same firany, a nie interesuję się tym, co być może ma większy sens, znaczenie?

Dawno już nikt mnie nie zapytał o moje najskrytsze marzenia, pragnienia, co bym chciał zrobić w danej chwili, dlaczego czegoś nie robię w danej chwili.

Chodzimy dookoła siebie i przyglądamy się sobie, a mam wrażenie, że każdy z Nas, widzi w drugiej osobie kosmitę. O wiele bardziej nas interesuje to, czy ktoś otyły dużo żre, ale rzadko kiedy staniemy w obronie kogoś, kto nie pasuje do marginesu.

Po co więc wstawać każdego poranka, aby mierzyć się z codziennością, która nie odciśnie na mnie żadnego piętna? Mędrcy opowiadają, jak to fajnie zmieniać świat dookoła siebie, jak można w swoim domu stworzyć namiastkę świata, w jakim chcę się obracać. W sumie racja. Dlaczego ma tak nie być.

Każdy człowiek wraca do domu, nazywa swoje cztery kąty w bloku wielką twierdzą, gdzie, przynajmniej do drzwi wyjściowych, są ustanowione inne prawa, zasady, formy spędzenia wolnego czasu.

Każdego roku ten dzień jest dla mnie bardzo szczególny. To dzień rocznicy mojego ślubu. Obiecję sobie, że każdy kolejny rok będzie lepszy, aby po roku obudzić się ze świadomością, że jednak jest dokładnie taki sam, a może i nawet uboższy w emocje, bliskość, ciepło.

Nie, nie wieje u Nas chłodem, nie uderza w Nasze fundamenty jakiś wielki żal o wszystko, jak to czasami się zdarza wśród wielu małżeństw. Uderza w Nas codzienność, niemająca większego sensu, gdyby ją tak na bardzo szybko ocenić. Jak zacznę oceniać z perspektywy czasu, to nie jest tak źle.

Ubolewam nad tym, chociaż nie wiem czy powinienem. Czy warto rozważać kolejne życie i rozliczać je z punktu widzenia plusa i minusa? Po co mi to? Na ogół, dwa minusy dają plus, chociaż nie zawsze teoria pokrywa się praktyką.

Zdumiewa mnie to, że moja żona tak bardzo się zmieniła, że aż się nie zmieniła. Te same oczy, ten sam uśmiech, gdzieniegdzie zmarszczki, gdzieniegdzie zauważalny czas rysuje na jej twarzy mijające lata, troski, wzruszenia, uśmiechy.

Tak bardzo się nie zmieniła, bo gdyby nie daj bóg, tak się stało, zmieniłaby męża na jakiś lepszy model.

A jednak się nie zmienia. To znaczy, nie tak do końca, zmieniają się pewne drobne rzeczy, ale nie są to rzeczy, które diametralnie wpływają na postrzeganie Kobiety mojego życia w jakiś inny sposób.

Jest to ta sama kobieta, którą kocham, którą kochałem i którą będę kochał.  

Czas, jaki upłynął pomiędzy naszym pierwszym spotkaniem na dworcu we Wrocławiu a dniem dzisiejszym, nie zmienił jednego. Coś nas przy sobie trzyma. Czy to miłość? Nie mam pojęcia, być może, ale czy na pewno? To są pytania warte Nobla.

Czas, czas, czas.

Widocznie czas ma ważniejsze rzeczy do posuwania niż posuwać moją żonę.

Ze mną czas się także jakoś tak delikatnie obszedł. Może dlatego, że to nie do końca wina czasu, te moje kilogramy, moje humory, moje częste, idiotyczne zachowania.

Można zrzucić winę na Tuska, obawiam się, że na tym chłopie powieszono już wszystko co można było powiesić.

Jaka to więc jest? Dzisiaj pomiędzy Nami? Pomiędzy ludźmi?

Od wieki wieków praktycznie tak samo.

Zmieniają się tylko okoliczności, technologia, wynalazki, samochody, smartfony już nam zastąpiły relacje a Internet doprowadził do tego, że z globallnej wioski, zrobiła się Wiocha.

Pozostaje więc wrócić do domu, zamknąć się na cztery spusty, i wśródy tych swoich praw, zasad, form egzystencji, wierzyć w to, że to właśnie u Nas w domu jest owe minimum normalności.

A może nie?

Odsłony: 238

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy Odśwież

Mam to co mam i jestem szczęśliwy

Straciłem to co straciłem i nadal jestem szczęśliwy