Święta, Ding Dong.

Kategoria: Rodzina Opublikowano: niedziela, 24 grudzień 2017 RadosnyTata

Święta, święta, święta, ding, dong. Po raz 41 nadchodzi kolejny raz magiczny dzień. Czas w którym ludzie dokonują podsumować, mają do siebie i do innych jakieś żale, jakieś ale, a czasami są z siebie i wszystkich dookoła bardzo zadowoleni. Skoro ten czas jest taki ważny, to zastanawiam się jak się to dzieje że jest tak inny od dni moich młodości?

Pytanie jakie sobie zadaję od dnia kiedy w jednym z marketów zauważyłem pierwszą reklamą karpia ( gdzieś w okolicach początku listopada), jest jedno. Gdzie do cholery są moje święta?

Od razu zaznaczę, że nie jestem tradycjonalistą. Daleki jestem od biegania na pasterki, uśmiechania się do wszystkich tylko dlatego że jest taki a nie inny okres. Lubię kolędy, lubię muzykę jaka w te dni gości w moim domu, ale nie dałbym się za nią pokroić. Boże Narodzenie, chociaż nie ma żadnego uzasadnienia z punktu widzenia Biblii, zawsze pokazywało swoją wyższość od najważniejszego święta  dla chrześcijan - Wielkiej Nocy.

Czy to czyni ze mnie jakiegoś gorszego człowieka?

Czy też może czyni ze mnie kogoś bardzo wyjątkowego? Ani jedno, ani drugie. Nie jestem ani wybitnie zakochany w świętach, ale jakoś chcę aby moje dzieci pamiętały że jest taki okres w kalendarzu, gdzie warto na siebie spojrzeć odrobinę inaczej. Oczywiście największa hipokryzja ma swoje granice. Nie zamierzam w takim okresie wpadać w ramiona ludzi których ja nie cierpię, albo wiem że oni mnie nie cierpią.

Czym jednak dla takich ludzi jak ja są święta? W sumie to dni wolne od pracy. Przynajmniej w tym roku spędzimy te dni wszyscy, a nie jak to bywało z żoną pielęgniarką – dziurawymi okresami. Każdego roku powtarzam sobie że te dni muszą być pozbawione telefonów, internetu, z drastycznym odcięciem się od telewizji. Czy się uda? Nie, ale zawsze to fajnie sobie coś obiecać.

Co roku także odwiedzam z dziećmi żłóbki w kościołach. Chociaż nie ma mnie w kościele na co dzień, to nie widzę powodu aby zakazać pokazywania lub pokazać moim dzieciom jak obchodzą święta ludzie różnych wyznań, opartych o jedną Księgę. Zawsze podziwiałem organizację przez kościół katolicki wszelkich uroczystości, obchody, celebry, wszelkie procesje, koncerty… Muszą one robić wrażenie na wiernych a z drugiej strony pozostawiają we mnie wrażenie że oprócz tego nadmuchanego balonu, w środku pozostaje tylko pustka.

Oczywiście, każdego roku powtarzam sobie że fajnie by było pojechać z dziećmi gdzieś, gdzie ten czas byłby jeszcze bardziej magiczny, np. pokazać im śnieg. Owszem, u nas czasami pada, ale za moich czasów mieliśmy śniegu wystarczająco dużo aby zbudować sobie bazę z wydrążonymi korytarzami. W moim mieście nie jest to możliwe. Kto wie, może wreszcie kiedyś nam się uda i święta spędzimy otoczeni nie tylko drzewkiem w domu, ale i zaspami śniegu za oknem.

Niestety, mimo wszystko, że oprócz tego wszystkiego także czuję pewną pustkę. Sam nie wiem czy jest to spowodowane tym że starzeję się i mam świadomość iż już bliżej niż dalej, może to ma związek z tym że to pierwszy rok bez taty, może dlatego że cały czas nie jestem tak radosny, jak bym chciał, a te moje tatowanie nie jest takie w pełni bycie tatą, tylko zwykłym bucem?

Jak długo można balansować na takiej krawędzi? Po lekturze „Boga w wielkim mieście” wpadłem w otchłań refleksji nad tym co o wiele ważniejsze, uduchowione. Mam za sobą okres bycia bliżej Boga, nie takiego na pokaz, ale takiego w pełni realnego, dotykającego mnie i pozwalającego poznać siebie. Zaczynałem widzieć. A mimo to oślepłem na nowo. Kiedy myślę o tym okresie, ile to ludzi zawiodłem od czasu kiedy porzuciłem tę ścieżkę, dochodzę do wniosku że zagubiłem szczęście.

Pomimo tego że wiem iż obchodzona data narodzin Syna Bożego jest czysto symboliczna, chciałbym aby na nowo urodził się we mnie. Marzę to tym aby przestać widzieć w ludziach to co mi przeszkadza, to co uwiera, to co nie dobre. Był taki czas w moim życiu że nie zastanawiałem się nad ludzkimi wadami. Nie zauważałem ich i nie potrzebowałem tego aby owe wady zauważać. Skupianie się na tym co dobre zupełnie dzisiaj mnie nie obchodzi. A powinno, bo to dziecinne przyczepiać się do pierdoły, zamiast dostrzegać tyle rzeczy które ludzie dla mnie robią, a których nie chcę zauważyć, albo je bagatelizuję.

Postanowiłem więc sam sobie złożyć życzenia z okazji i tych Świąt, i Nowego Roku.

Życzę sobie więc aby ten kolejny rok był dla mnie przełomowym w wielu dziedzinach. Przede wszystkim abym zaczął wracać do korzeni mojego związku, gdzie było więcej miejsca na miłość a nie było miejsca na złe emocje. Chciałbym aby ten rok, moje życie, było inne, bardziej szczęśliwe, pełne, w każdym jego aspekcie. Nie oczekuję rzeczy niemożliwych, bo skoro tak wiele u mnie się zmieniło na minus, to znaczy że może być plus. Może i te moje życzenia są składanką wielu wyzwań, wierzę w to, że jeżeli te kilka rzeczy się zmieni, to znowu zacznę być naprawdę szczęśliwy.

No może jeszcze jedno – rok 2018 to rok odchudzania :)

A czego życzę wszystkim? Bądźcie szczęśliwi. Naprawdę, szczęśliwi.

 

Odsłony: 1619