Pięć rzeczy które ja popełniam, ale ty wcale nie musisz.

Kategoria: Rodzina Opublikowano: sobota, 16 grudzień 2017 RadosnyTata Drukuj E-mail

Za każdym razem kiedy widzę przeróżne komentarze osób znanych i tych mniej znanych na temat co się powinno robić, a czego nie powinno, obiecuję sobie – nie otworzysz tego goowna. Po co tobie porady, co kto uważa za swoje pięć największych błędów ( które okazują się błędami zaobserwowanymi u innych), co powinno się zrobić przed trzydziestką, co przed czterdziestką, a ilu rzeczy powinienem się wystrzegać kładąc się do łóżka.

Skoro tak wielu chce mnie pouczyć i widzi w tym sens, to i ja postanowiłem sobie coś takiego napisać. Nie ma większego znaczenia dla mnie, czy moje punkty ( ile ich będzie, nie wiem sam) zmienią czyjeś życie. BA! Nie są one w stanie zmienić mojego życia, gdyż wiadomo nie od dzisiaj – absolutnym szaleństwem jest wymagać od filozofa aby żył wg. swoich maksym.

 

Dzisiaj xxxx rzeczy które pozwoliły mi zauważyć czy sprawdzam się jako tata, czy pozostałem tylko ojcem. W charakterze sędziów staną Natka i Dorcia. Zapytałbym nasze psy co one na to, ale ostatnio zbyt często unoszę się na nasze najmłodsze szczenię, aby mogło ono połechtać moją próżność.

Zaczynamy więc.

Nr. 1 – Problemy dziecka są dla dziecka zawsze problemem wielkiego kalibru.

Nigdy nie powinno się ich bagatelizować, nawet jeżeli mowa o dziecinnie łatwych zadaniach na wykonaniu babki z piasku zacząwszy a opanowaniu zawiązywaniu sznurowadeł skończywszy. W zdumienie wprawiamy wiele Pań i Panów sprzedających dziecięce obuwie kiedy to okazuje się że Natka potrafi tę prozaiczną czynność wykonać. Dorotka ma jeszcze czas.

W tym punkcie warto dołożyć niezwykle ważny punkt naszych relacji. Rezolutne dziecko zawsze sporo mówi wszystkim, mniej rezolutne wiele opowiada w domu mniej dzieląc się swoimi sprawami z kimś komu nie ufa. Usłyszeć to co dziecko nie nam nie powie, odczytać reakcję jej ciała. Wiele bym dał aby czytać to każdego dnia, nie ważne czy przeżywa szczęście aby razem z córkami dzielić takie chwile czy też jest czymś przybite podać jej dłoń, a może zwyczajnie odczytać że potrzebuje wsparcia kiedy coś nabroi wnieść się ponad sprawiedliwość i przejść do okazania miłosierdzia, obłożyć ciepłem bolące serduszko.

A mimo to, długo uczyłem się pojmować tę prostą prawdę, to co dla mnie oczywiste, dla mojego dziecka już takie nie jest. Stawianie przed dzieckiem wyzwań prostych dla mnie, nie koniecznie musi oznaczać coś łatwego dla moich Maluchów. I tak oto stało się niemożliwe – odrabianie zadań domowych nie jest już katorgą a jest to okazja dowiedzieć się jak naprawdę nabywa wiedzę nasze dziecko, świetny czas aby dowiedzieć się co w szkole piszczy. Zadania stawiane dzieciom o wiele częściej przerastają dorosłych, którzy sami sobie nie chcą z czymś poradzić.

 

Nr. 2 - Moje dziecko nie jest idealne, tak samo jak ja nie jestem idealnym tatą.

Z trudem mi przychodzi przyznawanie się do porażki. Moją porażką nr. JEDEN jest wybuchowość, impulsywność. Powoduje to niestety wiele problemów, kiedy podniesiony głos zamiast goić rany, jeszcze posypuje je solą. Mimo to, chcę panować nad swoimi emocjami co wychodzi kiepsko, zamiast wyjść z siebie i stanąć obok, pozostać w sobie i zadusić chęć zrzucenia kolejnego nuklearnego ładunku destrukcji, zastąpić złe emocje tymi dobrymi. Z pomocą mi przychodzą właśnie ci, których kocham. Wiele takich rozmów jakie są między nami, po ataku gniewu i złości  znam takie osoby które potwierdzą że miałem prawo się unieść, że ma to uzasadnienie – GOOWNO prawda. Nic nie usprawiedliwia podniesienia głosu na kogokolwiek – wiem bo czuję się jak przerzuty i wypluty po tym jak ma coś takiego miejsce- , o wymachiwaniu rękoma nawet nie wspominam.

Do dzisiaj pamiętam słowa mojej mądrej Natalki. „Ja wiem tato że nabroiłam i że na mnie nakrzyczałeś, że miałeś rację. Będę się starała aby więcej ciebie nie denerwować i nie robić takich rzeczy”… Te słowa padły po tym jak po raz kolejny zamieniłem się w potwora i był to moment kiedy uszło powietrze a moje myśli krążyły wokół tego jaki ze mnie fatalny rodzic. Spojrzałem na nią, przytuliłem i odpowiedziałem tak jak myślałem w tej chwili – nie chodzi o to że broisz, że czasami nie słuchasz, że czasami zwyczajnie się buntujesz. Chodzi o to , że jako twój tata mam obowiązek i pragnienie ciebie kochać nie mniej mocno, a każdą taką sytuację powinienem przede wszystkim pokonać miłością a nie gniewem.

Kurtyna, bo napiszę za dużo w tym punkcie.

 

Nr. 3 -  Moje zainteresowania, hobby, sposób relaksu, spędzanie wolnego czasu nie musi być wymarzonym przez dzieci czy żonę.

 

Jest to tak oczywiste że aż niemożliwe do przyjęcia w swej prostocie. Chęć spędzenia czasu z dziećmi jest często tak wielka, że zapominam o tym JAK one chcą ten czas spędzić. Kiedy ja chcę pokonywać trasy rowerowe, pokonywać szlaki, szturmować muzea, to niekoniecznie chcą tego samego moje dzieci. Pewnie że żałuję tego czego nie zobaczę w okresie krótkich wakacji, ale czy warto wymagać od dzieci aby koniecznie dzieliły pasję rodziców?

Jest to częsty błąd wychowawczy, często o nim czytam i czasami już, już mam wrażenie że zaczynam stawiać zadania które dla mnie są ważne, ale nie są ważne dla córek. Tak było kiedy chciałem podziwiać deszcz spadających gwiazd, kiedy chciałem obejrzeć wschód/zachód słońca nad morzem czy sfotografować super księżyc.

Co innego gdy się dzieli pasje dziecka i razem z dzieckiem przeżywa się Jego sukcesy, wspiera w momencie porażki. Być obecnym w takich momentach to jedna z niewielu rzeczy, jakie sobie człowiek może wymarzyć, a których Pociecha nie zapomni nigdy.

ALE, jest i ale. Najgorsze co może się przytrafić, to zmuszanie do pasji, zachęcanie na siłę, zobowiązywać do sukcesu. Pasja, zainteresowanie, hobby łatwo się rozpala a jeszcze szybciej gaśnie. Nie ma dla mnie dzisiaj znaczenia to czy Natka wygra zawody w pływaniu, ale, ważne jest to jak wiele z siebie da, aby wziąć w nich udział.

Nr. 4 – Co wolno wojewodzie to nie tobie smrodzie?

W swoim dzieciństwie, okresie dorastania, okresie buntu, często słyszałem jak to istotne aby nie wtrącać się w sprawy dorosłych. Sam nie wiem kiedy faktycznie przestały mnie one obchodzić. Zdanie może wydawać się błahe, ale takim nie jest. Dorośli wręcz żądają od swoich dzieci aby ich głowy nie zajmowały się sprawami ich nie dotyczącymi. Podejmują decyzję o tym jakie przedszkole, jaka szkoła, jaki instrument, jakie zajęcia dodatkowe… Zdziwiłem? Tak, i to nie wąsko a wiem to z rozmów wykonanych z innymi rodzicami.

Wiele dzieci przeżywa dramaty w przedszkolu, pomimo tego że inne dzieci są uśmiechnięte i rozradowane. Jak to się dzieje? Nie ma jednej recepty na rozwiązywanie problemów dziecka w przedszkolu. Jest jednak metoda kompleksowa. Obserwacja dziecka i dostrzeganie problemu. Pamiętam jak Natka z chęcią chodziła do żłobka, aby zniechęcić się do jednego z przedszkoli, bo okazało się że to zwykła przechowalnia a nie przedszkole. Po latach wróciła do innego i był to dla nas i dla niej strzał w dziesiątkę.

Zacytowane hasło ma też inny, awychowawczy, aspołeczny akcent. Nie mogę pojąć jak to się dzieje w niektórych domach że dzieci są nieobecne przy sprzątaniu zabawek, układaniu swoich rzeczy, odkurzaniu swojego dywanu… Słowem – wypełnieniu obowiązków domowych, oczywiście dostosowanych do wieku. Wiele dzieci wtedy rezolutnie odpowiada, przecież mówiła mama przez wiele lat że nie wolno mi robić tego i owego, bo byłem/byłam za małe. Im starsze tym bardziej nie chce, bo stale uważa że jest za małe.

Cieszę się że naszym domu nie podejmujemy decyzji odgórnie.

Oczywiście, są sytuacje od nas niezależne,

np., wypowiedzenie najmu mieszkania,

ale mimo to nie wyobrażam sobie aby dziecko nie mogło się wypowiedzieć o

nowym miejscu, gdzie ma zamieszkać.

To ma swoje „konsekwencje” również w urządzaniu miejsca dla naszych milusińskich. Kiedy odwiedzają nas koleżanki Natki, to podoba im się pomysł namalowania domku na ścianie. Strasznie tandetnego, przyznaję, ale mimo wszystko, jest to coś, co je zachwyciło. Wiele koleżanek opowiada jak to one by chciały mieć w swoich pokojach inaczej niż ma, ale nie mogą bo rodzice tak sobie wymyślili i koniec. Widzę to także w facebookowych dyskusjach o urządzaniu pokoju dla dziecka. Wiele mam kieruje się swoimi wizjami, opisuje pokoje swoich marzeń, podczas gdy niekoniecznie muszą to być wymarzone pokoje ich własnych dzieci. I to od sposobu rozstawienia mebli, po kolory na ścianach i suficie. A gdy dziecko się upomina? No cóż. Co wolno wojewodzie….

 

Nr. 5 – Moje życie, moje sprawy.

W pewnym sensie, taka postawa wiąże wszystko co się dzieje wokół mnie i może się wydawać że tak powinno być. Nic bardziej mylnego. Moje życie, moje sprawy, moje decyzje ZAWSZE będą odbijały się na innych. Nie chcę wchodzić głębiej w owe swoje sprawy tutaj, ale nie działa to tak jak wielu dorosłych sobie wyobraża. W znacznym stopniu decyzje rodziców, małżonków, mogą zdemolować, albo przemeblować życie wszystkich. Tak samo jak ważne decyzje podejmowane przez dzieci jeżeli ktoś uważa decyzje dzieci za mało ważne powinien od razu oddać swoje dzieci pod opiekę osób dorosłych emocjonalnie potrafią doprowadzić do zmiany naszych planów. Tak się dzieje u nas w domu, kiedy chcemy wygospodarować kilka dni wolnego na wymarzone wakacje, ale cel naszych podróży jest odmienny. Przyznajcie się, ilu rodziców wsłuchało się w głos swoich dzieci rezerwując bilety, lub wczasy gdzieś daleko, pod palmami, kiedy pociecha marzy o wyjeździe nad jeziora mazurskie?

Pragnienia, żądania, oczekiwania, różnica zdań, różnica poglądów.. To wszystko ma miejsce w każdym domu gdzie o sprawach się rozmawia i je rozwiązuje. Czyż to nie cudownie? Tak rozwiązać wszystkie sprawy? Nie.

A jak ktoś ma jakieś al to niech zapamięta, że jak wół ryczy to obora słucha…

 

Odsłony: 1872

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy Odśwież

Mam to co mam i jestem szczęśliwy

Straciłem to co straciłem i nadal jestem szczęśliwy