Wychowanie na Fejsbuku.

Kategoria: Dzieci Opublikowano: środa, 27 czerwiec 2018 RadosnyTata

Dyskusja o dzieciach, jak każda dyskusja, często mnie wkurza, chociaż ostatnio, częściej rozśmiesza. Odkąd Polska jest w zasięgu Internetu, dowiedziałem się sporo o rodakach, oraz o tym, jak powinno się wychować dziecko, oczywiście, niekoniecznie, swoje własne. Jeszcze nie znalazłem żadnej opinii, a czytam sporo, czy osoby podpowiadające to i owo, wykorzystują swoje „złote porady” na swoich dzieciach.

Odnoszę wrażenie, że wiele z tych porad wychowawczych zawiera tajną klauzulę „nie dotyczy dzieci terapeuty”. Dzieci terapeuty wiedzą od urodzenia jak powinny się zachować w każdej sytuacji, w każdym momencie i nie potrzebują one stosowania przeróżnych kijów czy marchewek, w zależności od sytuacji.

Nie, nie podważam w żaden sposób dorobku, wiedzy, świadomości, jak cenne mogą być uwagi niosące pomoc wielu ludziom w zapanowaniu nad swoimi dziećmi, a mimo to, mam takie przeświadczenie, że stosowanie wielu z nich całkowicie ślepo, prowadzi donikąd. Jest to prowadzenie całkiem świadome, bo przecież Pani X powiedziała, napisała, tak czy tak, powiedziała to w telewizji śniadaniowej, TeFał – proszę sobie dodać, co kto lubi, no to musi być skuteczne.

Miało być o wakacjach, ale zanosi się, na tekst poboczny. O wakacjach nadrobię przy następnej okazji.

Proponuję więc, w ramach terapii uwolnienia się od terapii, porad, psychologów, całego stada ekspertów, czyhających za naszymi drzwiami, z tonami broszur, publikacji, filmów, linków przyjąć MOJĄ propozycję, i dać mi znać, co, kto o niej myśli. Podkreślam, że wiele z tych punktów, to skróty myślowe, z rozwiniętą treścią.

  1. Dzieci są nasze, znamy je dobrze i to my wiemy najlepiej,                                                                             co jest im niezbędne do szczęścia.

 

Z tym punktem mam delikatny problem. Powodów jest wiele, po pierwsze, moje dzieci spędzają połowę dnia w przedszkolu, na świetlicy i wiem, że w owych placówkach, o moim dziecku wiedzą równie sporo, co ja. Zaskakuję się na tym, że czasami wiedzą o nim więcej. Czy to złe? Absolutnie nie. Przedszkole jest pierwszym etapem w życiu dziecka, które buduje jego więzi społeczne, uczy zachowań w grupie (np. aby Tornado nie moczyło dłoni w zupkach innych dzieci). Czy ja mogę z pełną odpowiedzialnością odpowiedzieć sobie na to stwierdzenie w całości TAK? Niestety, nie. Tak: nasze dzieci są nasze; Tak/Nie: Na to pytanie odpowiadają nam przedszkolanki, kiedy to odbieramy naszą rozradowaną pociechę z przedszkola; Tak/Nie: Łamane, tylko dlatego, że sam często się łapię na uszczęśliwianiu moich dzieci na siłę. Niestety, to, że coś jest nie tak, wyłapuję po fakcie.

 

  1. Prowadź dziecko w taki sposób, aby nie sprawiało problemów, aby zachowywało się wg wzorca.

     Co to znaczy Wzorzec wychowania? Czy w ogóle takowy istnieje? Ja pamiętam jeden – rodzice     mają zawsze rację, a ich zdanie jest nie do podważenia. Dzisiaj   kompletnie przeze mnie odrzucany, bardziej przypominający dyktaturę, niż wychowanie. Trudno oczekiwać od naszych rodziców innych wzorców. Za ich czasów nie było tylu poradników, nie było walki o wychowanie bez bicia, bez straszenia, bez sznurka od żelazka wiszącego na widocznym miejscu. Niestety, ze wzorcem wychowania jest taki, że każdy z osobna ma swój, i swój uważa za najlepszy, a właściwsze słowo – ten właściwy, skuteczny, mający całą masę innych    wzorców, za nieodpowiedzialny, narażający dzieci na niebezpieczeństwo. Dziecko niesprawiające   problemów, to także kwestia bardzo indywidualnej oceny, no   bo jak wskazać te bardziej wychowane, od tych mniej wychowanych? Pusty śmiech mnie bierze,   kiedy czytam komentarze typu: „Byłam w sklepie, a w nim   widziałam matkę z dwójką dzieci, która nie potrafiła się zachować, bo nie chodziła za mamą i nie   trzymała się jej sukienki. Widać, jakie to bezstresowe   wychowanie jest. No i jak one (te dzieci) mogły wrzucać to i owo do koszyka, a ta matka z politowaniem   godziła się na te zakupy. Ja bym nigdy nie…. „ Dalej   pominę, bo po co się stresować i roześmiać się w głos. Wezmę jako przykład moje pociechy. Jednego dnia są   do rany przyłóż, a w kolejny dzień doprowadzają  do   szewskiej pasji (swoją drogą, dlaczego akurat szewc?). Lubię zakupy z moimi dziećmi i nie pozwalam im   kupić wszystkiego, czego chcą. Lubię, kiedy podejmują decyzję, bo widzę jak rozwiązują pierwsze problemy. Raz się dzieje to ze spokojem, a innym, mniej tego   spokoju. Nie mniej, jestem spokojny o to, że   sobie poradzą a ich zachowanie? Wg. Mnie jest ok. to, że dzieci wiedzą, jak leży towar w sklepie? Tylko przyspiesza   proces zakupów.

  1. Dziecko w każdej chwili i w każdym momencie powinno być pod czujnym okiem swoich rodziców bądź opiekunów.

Bardzo często przewija się ten wątek w dyskusjach, szczególnie kiedy poruszany jest w kontekście zabaw dzieci na świeżym powietrzu. Mam tutaj na myśli place zabaw, które słusznie rosną pomiędzy blokami, boiska, czy inne obiekty użyteczności dziecięcej. Co jest bardziej właściwe, zaufanie i pozwolenie maluchom na samodzielne wyprawy w takie miejsce, czy jednak nie wypada narażać dziecka na ewentualne wypadki i kontuzje. Nie rozpieszczam moich córek. Na całe szczęście, Mama także nie, co za tym idzie, pozwalamy im bawić się do woli, korzystać ze sprzętu na kółkach, oczywiście dopasowanego do wieku i umiejętności. Co w sytuacji, w której nasze dziecko upada, uderza się, uderzone jest przez inne dziecko w ferworze zabawy? Ano nic. Brutalnie, ale szczerze. Nie zrywam się ze strachem i gotowym opatrunkiem, aby ratować swoje dziecko, przed całym światem. Tak samo nie uważam, aby rozwiązywać za moje dzieci wszystkie konflikty, jakie występują pomiędzy dziećmi na placu zabaw czy na boisku. Gdzie jest wyznaczona granica pomiędzy opieką, troską, wychowaniem, nauką zasad wspólnego spędzania czasu a nadgorliwością rodzicielską? Nie ma takiej. Jest ona tak samo indywidualna, jak ocena każdej innej sytuacji. Trochę jak z troską rodzica i reakcji w sytuacji, w której maluchy połykają monety.

 

  1. Uświadomienie przez doświadczenie, czy spis zakazów i nakazów, a może jednak kary i nagrody?

Dochodzę do punktu, w którym ponad 90% osób odpowie, rzecz jasna, po co zakazy? A po co kary? Co wolno dziecku, a czego nie wolno? Nic tak nie uczy, jak doświadczenie. Wie to każdy dorosły, każdy człowiek. Wiemy to z takich sytuacji, jak nie wkłada się niczego do kontaktu. Mamy świadomość, że przebieganie przez ulicę, na czerwonym świetle może spowodować nie tylko uświadomienie o tym, że to niebezpieczne, może spowodować złamanie zakazu poruszania się na czerwonym, a także, spotyka nas kara. Nagrodą będzie w tej sytuacji fakt, że zakończy się ogólnym stłuczeniu, a nie np. na poważnym złamaniu.

Jak z tym sobie poradzić? W naszym domy są kary i nagrody. Są pewne rzeczy absolutnie zakazane, są i takie, które nie są nigdzie wymienione, a mimo to jakoś funkcjonują w naszej przestrzeni. Np. Jak oglądanie bajek przez półgodziny dziennie, zasady korzystania z telefonów, gier, aplikacji… Czy warto o tym pisać? Tak. Cieszę się, kiedy moje dzieci wynoszą coś więcej z samego uświadomienia, bez potrzeby doświadczenia przez nie bólu czy czegoś innego przykrego zdarzenia.    

 

  1. Zajęcia dodatkowe – spełnienie niespełnionych ambicji rodziców, bo przecież każdy wie lepiej, co chce robić jego własne dziecko.

Odnoszę się trochę, do pierwszego punku i odpowiadam sam sobie na pytanie, czy właśnie tego oczekuje moje dziecko? Czy jestem wsłuchany w jego głos, czy staram się, aby spełniało Ono swoje marzenia, swoje pasje? Wydaje mi się, że jestem świadomym rodzicem i wiem sporo o swoim dziecku. Może dzięki temu, wiele moich pomysłów jest zwyczajnie przez moje dzieci zbywane śmiechem. To nie te czasy, kiedy dziecko jest zachwycone biwakiem, wyjazdem pod namiot, spędzeniem czasu na gapieniu się w gwiazdy, czy całodziennych wyprawach pieszych po górach. Mamy kilka wspólnych zainteresowań. Np. fotografia, rowery czy podobne, a jednak wiem, że nie wszystkie moje pomysły są entuzjastycznie przyjmowane przez Pociechy. Uświadomiło mi to właśnie przez doświadczenie, że organizując cokolwiek dzieciom, warto zapytać o zdanie najmłodszych.

 

Kończę swój wywód. Odniosłem się w moich komentarzach, odpowiedziach, do wielu sytuacji, w których wszelkie porady są bardzo oderwane od realiów, jakie panują w wielu domach. Nie oznacza to, że nie popełniam błędów. Popełniam ich całą masę, idąc z dziećmi na skróty przez świat, pokazując im, że można łatwiej.

Ale to czy jest to dobre? Nie wiem, może jakiś psycholog terapeuta mi podpowie. 

 

Odsłony: 470

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy Odśwież