Nie masz poradnika lepszego, nad obserwację dziecka swojego.

Kategoria: Dzieci Opublikowano: piątek, 16 marzec 2018 RadosnyTata

Ja mam dzieci i idąc tym tokiem myślenia faktycznie, trudno powiedzieć czy nadaję się na kogoś kto ma uprawnienia do pokazywania dzieciom świata. Popycham więc ten wózek z każdym dniem stając się coraz bardziej … zdegustowany. Z każdą kolejną pochłoniętą książką dochodzę do absurdalnych wniosków że albo ja jestem inny, albo moje dzieci nie pasują do żadnego wzorca. Nie jestem wielkim zwolennikiem literatury która w całości ma zastąpić dziecku rodzica. 

Byłoby to bardzo ciekawe doświadczenie, wymienić się książkami i obserwować jak schematy napisane przez obce nam osoby, wypierają z nas normalne życie.

Dlaczego więc czytam takie książki? Czego od nich oczekuję? Generalnie to aby cena była adekwatna do zawartości oraz aby nie była to kolejna pozycja zamieniająca wychowanie w tresurę.

Kto wie, może i ja skupię się kiedyś na tym jak stać się tatą a nie koniecznie ojcem. Nie udaje mi się to, o czym pisałem wielokrotnie, więc szukam odpowiedzi w książkach oraz u źródeł. Czyli w sobie.

Nikt nie napisze lepszego poradnika o wychowaniu własnych dzieci jak własne dzieci. Codzienność to najlepszy poradnik z życia jaki może się przytrafić każdemu rodzicowi czy dziecku. 

Troski, smutki, śmiech, płacz,

rozczarowanie, gorycz, zażenowanie, wstyd,

awantura, kac moralniak, uczucie porażki,

euforia zwycięstwa… I tak co dziennie.

 

 

Jaki rodzic nie wzniósł się na wyżyny radości aby za chwilę nie runąć w otchłań złości? Nie ma takiego. Myślałem że jedna z moich znajomych… Ale nie. Przyznała się że i jej zwyczajnie ręce opadają.

Wszystko dlatego że nie ma żadnego schematu, poradnika, który będzie pasował do rozwiązania problemu rozgoszczonego w moim domu czy w domu sąsiada. Dzieci od zawsze miały swoje zdanie, a dokładniej powinny je mieć. Dzieci powinny mieć swoje prawa, powinny czuć się w swoim domu u siebie a nie u rodziców. Kiedy rodzic zaczyna mieć przewagę nad swoim dzieckiem zaczyna się dramat dla obu stron.

Wiem coś o tym jako choleryk. Codziennie doświadczam sytuacji gdzie moje dziecko jest do rany przyłóż, a za chwilę mam ochotę wystawić za drzwi z kartką „oddam bez dopłat”. Na całe szczęście są to tylko chwile i nigdy nie zamierzałem wystawiać dziecka za drzwi.

Pytanie jakie sobie często zadaję dotyczy tego w jaki sposób dzieci na mnie wpłynęły abym zmienił swoje życie, swoje postępowanie, swoje myślenie o drugiej osobie. A może nic nie zmieniły? Zdarza mi się cały czas uciekać do moich wspomnień, do lat 80, kiedy to nic w sklepach nie było, a w domu były tylko dwa programy w TV. Jak wyglądał świat wtedy, jak wyglądali rodzice, jak podejmowali decyzje, czy liczyli się z moim zdaniem czy zdaniem siostry? Czy nasza obecność na świecie, kiedyś jako dzieci a dzisiaj jako osoby odpowiedzialne za swoje pociechy, powoduje jakieś zmiany?

Wojna pokoleń, prawdy czy mity?

Każde pokolenie następujące jedno po drugim, uważa że to następne jest totalnie rozpuszczone jak przysłowiowe dziadowskie bicze. Nie zamierza przyznawać że w owym rozpuszczaniu ma wiele udziału, bo przecież jak tak można uderzać się we własne piersi. Starsze pokolenie ma także swój własny, istotny kanon porad i zasad. Nie wiele mają one wspólnego z dzisiejszymi prądami w wychowaniu małych ludzi. Kiedyś uważano że bez bicia się nie wychowa dzieci, że dzieci mają widzieć w rodzicach autorytety, bez względu na to czy ten autorytet wchodzi do domu na dwóch nogach czy nie miał siły wyjść z baru… Całe mnóstwo dziwnych i niezrozumiałych dzisiaj form i treści, za które dzisiaj wielu rodziców by pewnie miało odebrane prawo rodzicielskie.

Gdzie szukać więc odpowiedzi? Czy poradniki naprawdę rozwiążą wszystkie nasze problemy? Czy pora sobie powiedzieć pas i wlepić oczy w telewizor śmiejąc się z Boskich i ich konsumpcyjnego podejścia do wychowania, czy też zamienić się w skąpca i odmawiać dziecku wszystkiego czego zapragnie, bo przecież wszystkie co nowe szkodzi w rozwoju intelektualnym i emocjonalnym?

Szukać odpowiedzi należy w swoich dzieciach. W ich reakcjach na odbiór otoczenia, w ich rozumieniu świata. W pewnej restauracji byliśmy świadkami jak dwoje rodziców pouczało swoją córeczkę o tym jak ważne są podejmowane wybory i przyjmowanie ich konsekwencji. Jak ważnym jest aby zjadła to co sobie zamówiła, bo przecież świat się może zawalić a rodzice mogą czasami się narazić na kompromitacje. Z czasem zacząłem zauważać we mnie takie same idiotyzmy jak oczekiwanie że dziecko może w pełni odpowiadać za swoje decyzje i że to jest przecież normalne. Szkoda że ja tego nie potrafię i w żaden sposób wprowadzić do swojego życia. Zawsze potrafię wytłumaczyć sam siebie przed samym sobą że jednak nie mam czym się martwić iż coś nie wyszło.

Dlaczego nie potrafię tego wobec dzieci? Będę sprawiedliwy, nie zawsze potrafię.

Codziennie moje wzloty i upadki są przeróżne, tak bardzo, że sam się sobie dziwię.

 

Odsłony: 550

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy Odśwież