Zadanie domowe, czyli czy leci z nami pilot?

Kategoria: Dzieci Opublikowano: piątek, 03 listopad 2017 RadosnyTata

Nie da się dzisiaj bez stresu przejść przez pasy na zielonym w obawie o zbliżającą się kolumnę z jakimś ministrem, a co dopiero spokojnie wrócić do domu i nie wkurzać się na wszystko, o czym dowiadujemy się od naszego dziecka odpowiadającego nam na pytanie „co tam w szkole”.

Pewnie myśli jeden z drugim że się przyczepię? Nie. Tak jak w bardzo wielu ważnych dla mojego życia i mojego dobrego samopoczucia, spraw, nie przyczepię się do tego co dzisiaj oburza wszystkich rodziców. Otóż nie czepiam się

Pracy domowej mojego dziecka.

I pewnie mógłbym na tym zakończyć gdyby nie jedna z Pań dyrektorek, pewnej szkoły, która doprowadziła do euforii znaczną część rodziców, z radości podrzucających swoje pociechy pod same niebo. Wioletta Krzyżanowska – dyrektorka Szkoły Podstawowej nr 323 wymyśliła że w jej placówce dzieci mają bez stresu przychodzić do szkoły i z niej wychodzić. W sumie, trudno nie bić braw, gromkich braw takiemu pomysłowi, gdyby nie fakt że pomysł w swojej nowatorskości obejmuje uczniów klas 1-6 SP, nie to że w sumie to zadania są ale nie obowiązkowe i nie muszą być oceniane.

                – Prace domowe, według naszych założeń, zostają zadawane tylko w dwóch przypadkach. Pierwszym - kiedy dziecko samo zgłosi potrzebę wykonania pewnej pracy w domu. Drugim - kiedy to rodzic poprosi nas o indywidualne rozwiązania w tej kwestii dla swojego dziecka – opowiada serwisowi mamadu.pl Pani dyrektor.                                         

No cóż. Szkoła marzeń. Pragnę sam cofnąć się do moich lat szkolnych i zastanawiam się, czy ja bym cokolwiek umiał gdyby nie praca domowa? Nie, nie było tak jak wielu sugeruje że szkoła mnie nie uczyła, lub nie chciała nauczyć. Owszem uczyła, i to dość sporo, ale również i zadawała do domu materiał, który w żaden sposób nie przerastał moich możliwości. O wiele bardziej dobijało mnie codzienne przepisywanie zeszytów, bo jak to uznali moi rodzice, tylko w taki sposób mogłem nauczyć się wspaniałej kaligrafii. Nie nauczyło. Sam się nauczyłem w odpowiednim czasie. Można jednak moich rodziców zrozumieć. Mieli oni dwa kanały w telewizji, żadnych poradników, a każdy wybryk w szkole traktowali jak zbrodnię przeciwko życiu i zdrowi, a jednak, coś tam pamiętam.

Zwrócę się raz jeszcze do słów Pani Dyrektor o tych dwóch istotnych założeniach nowatorskiego programu:

Po pierwsze – Dziecko chce samo odrabiać zadanie domowe… Gdyby w moich czasach i dzisiaj moja córka uzależniła by owe zadanie od swojego widzimisię to nie wiem czy ukończyłbym podstawówkę w trybie ustawowym. Jakie dziecko zamierza poświęcić dzisiaj czas na pogłębienie swojej wiedzy? W dobie komputera, Internetu, komórki, fejsa, twitera, snapchata, jutuba, Xboxa, Playstaiszyn… itp. Itd.? Odpowiedź jest prosta, żadne. No może niekoniecznie żadne, są rodzice którzy rozumieją jak ważna jest systematyczna praca zarówno w szkole jak i w domu, w pogłębianiu wiedzy ale tak naprawdę w organizacji swojego czasu i oczekiwaniu od siebie wyniku. Jak Pani dyrektor zamierza owe dzieci w klasie siódmej przestawić na to, że jednak zadanie domowe się pojawi, a wiadomo, im ciemniej w las tym większe drzewa ( czy jakoś tak to szło)? Tym Pani dyrektor się nie przejmuje, i tak najwyższą cenę za nowe pomysły płacą zawsze dzieci.

Drugi aspekt, to zadanie domowe na życzenie rodziców. I to jest pomysł który ma jakiś sens. Można dostosować rodzaj zadania domowego do tego w czym nasza pociecha jest słaba i w taki sposób rozwiązać problem braku w edukacji.

„W naszym kraju żywe jest przywiązanie do kultury odrabiania pracy domowej. Wydaje się, że bez pracy domowej proces kształcenia dziecka jest niepełny. Dla wielu rodziców praca domowa, to często jedyny łącznik ze szkołą dziecka. Tylko podczas wspólnego przeglądania materiałów z zajęć w szkole, rodzic może dowiedzieć się co robi jego dziecko w szkole. Jak sobie radzi na co dzień, jakie robi postępy. „

Kolejne Bingo dla Pani dyrektor, ale nie takie jakie by chciała Pani dyrektor tylko w drugą stronę.

Odrabianie zadania domowego z dzieckiem to jeden z najlepszych sposobów na to aby się przekonać czy nasze dziecko w szkole idzie się uczyć, czy tylko wyrwać się na kilka godzin z domu.

Wcale nie musi to być traumatyczne przeżycie, bo dla mnie nie jest. Jest to czas jaki dla Nas jest bezcenny. Dowiedziałem się przy okazji że moja córka ma chłopaka, że jej koleżanka jej zazdrości że ma chłopaka, że tata koleżanki nie chce psa, ale jej mama bardzo chce takiego jak nasz… Czy mogę się tego dowiedzieć w innym czasie? Pewnie że tak, ale w naszym przypadku, odrabianie lekcji to zwyczajnie fajna zabawa.

 

Dlaczego uważam że Pani dyrektor odleciała? Sama mi odpowiada niezrozumieniem dzisiejszego świata

„Proszę sobie wyobrazić taką sytuację, my jako dorośli wracamy po 8 godzinach pracy, zjadamy obiad i przez dwie kolejne godziny odrabiamy pracę domową, którą zlecił nam do wykonania szef. No przecież, to by było fizycznie niemożliwe!”

Ktokolwiek dzisiaj chce zarobić, ten wie, że w domu czeka na niego nie dwie ale i więcej godzin pracy nad tym co robił w pracy nie przez osiem godzin, ale i 10 a może i więcej. Prawda? Nie jeden raz zdarza się że wychodzę na rozmowę z klientem na godzinę 21 i debatuję o tym co robiłem w ciągu dnia. Czy to oznacza że coś robię źle?

 

Każdy medal ma dwie strony, a czasami ma i trzecią, jak go postawić na krawędzi.

 

Co się dalej dzieje z tematem? Do boju wkraczają rodzice. A to już robi prawdziwe spustoszenie.

Jakie argumenty najczęściej przemawiają ze strony zwolenników braku zadań domowych?

1. Dzieci są dziećmi i mają prawo do dzieciństwa.

Moja kontra jest prosta. Szkoła to miejsce w którym nie brakuje miejsca na zabawę i bycie dzieckiem. Już kiedyś publikowałem jak faktycznie wyglądają zadania domowe Natalki, bo już w pierwszej klasie, matki wołały o pomstę do nieba w sprawie katowania ich pociech. Czy kilka zdań, cztery zadania z treścią, jeden rysunek, to dużo? I czy te kilka minut zabija w mojej córce dziecko? Jakoś nie zauważam. Z drugiej strony, te same matki, ojcowie protestowali przeciwko wszelkim ustawom w sprawie sześciolatków. Natalka szła do szkoły dumna że zaczyna szkołę w dniu swoich szóstych urodzin, ale też dlatego że nie jest już „dzieckiem”.

 

2. Dzieci mają nie tylko szkołę, przecież mają zajęcia dodatkowe.

Ano mają, jak każde dziecko i Natalka ma zajęcia dodatkowe. W jednym dniu gnamy z jednych na drugie. Czy to ma być argument? Nie jest. Szkoła, nie jako budynek, ale system edukacji powinien stać w centrum. Wszystko dookoła powinno być budowane jako otoczenie wspierające rozwój dziecka. Jak to ujęła wychowawczyni w klasie starszej córki – zajęcia dodatkowe ją nie interesują. I słusznie.

 

3. Zadania domowe zabierają mnóstwo czasu a co najbardziej wkurza – więcej jest zadane niż przepracowane w szkole.

Długo myślałem czy tę bzdurę skomentować, bo świadczy to o całkowitym oderwaniu się rodzica od rzeczywistości. Nie lubię pisać o czymś wcześniej tego nie weryfikując. I tak oto, jeżeli odrabiamy matematykę, widzę ile zadań było w szkole a ile mamy do domu. 10:1 na korzyść szkoły. I tak z każdym zadaniem. Swoją drogą, jak trzeba mieć w głowie nie równo aby taki wniosek wysnuwać? Nie mam pojęcia.

4. To szkoła jest od nauki a nie dom.

Spadłem z fotela. Czyli to szkoła ma wszystkiego nauczyć, a w domu nogi na stół i wzorem rodzeństwa z Rodzinki.pl… A nie, oni tam odrabiają lekcję… Co więc dalej?

 

Jednak lepiej posiedzieć z dzieckiem niż przed telewizorem.

 

Moje zdanie pozostaje niezmienne. Zadania domowe nie muszą się podobać naszym dzieciom. Spoglądam na nie często z daleką rezerwą. Pomagam Natce, wspieram, ale nic za nią nie robię. Mogę podpowiedzieć, zasugerować. Cieszy mnie jednak jej radość kiedy pokazuje odrobine zadanie, a na drugi dzień przynosi kolejne piątki.

Kolejny plus zadań domowych, pracy w domu, jest systematyczność z jaką Natalka sama chce coś osiągnąć. Rysuje komiksy po swojemu, układa swoje pierwsze książki, chce fotografować – ale wie że to wszystko można zrobić tylko wtedy, kiedy wcześniej się do tego przyłoży.

Pozostawiam ocenę poziomu dyskusji Fb pod takimi tematami każdemu z osobna. Z tego co widzę, to jednak najwięcej przeciw mają osoby które same od siebie nie za wiele oczekują. Nie chcę napisać, że są to osoby słabo wykształcone, ale wiele z tych osób ( jak nie większość) to co ma w życiu nie może w żaden sposób samemu sobie zawdzięczyć.

Można więc i tak.

 

źródło:
http://mamadu.pl/129221,brak-pracy-domowej-to-mozliwe-pierwsza-taka-szkola-w-warszawie-pelna-pozytywnych-zmian                                                                                                                                                                            
Dyskusje na FB? Zostawiam do indywidualnej oceny.

Odsłony: 727

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy Odśwież