Restauracja - dzieciom wstęp wzbroniony.

Kategoria: Dzieci Opublikowano: wtorek, 03 październik 2017 RadosnyTata

Po raz kolejny w internetach pojawia się artykuł, który od czasu do czasu, przewija się powodując bardziej lub mniej wzmożoną dyskusję wśród internautów. Restauracja w USA,  w której to dzieci do lat pięciu mają zakaz wstępu i już. Właściciel cieszy się ze wzrostu zysku, klienci są zadowoleni, bo przecież nie ma „bachorów” biegających pomiędzy stolikami i ogólnie – jest miło?

Oczywiście, to czy restauracja jest tylko dla dorosłych czy też nie, należy do samego restauratora i nie zamierzam dyskutować o tym czy takie zakazy mają większy sens czy też nie. Owszem, cieszą większe zyski, ale we mnie, jako rodzicu, budzi się spory niesmak.

Dlaczego moja młodsza córka nie może zjeść w danej restauracji ale starsza już tak?

Szukam odpowiedzi wśród internautów, i tutaj przyznam szczerze, jestem zdumiony.

Wiele kobiet, ojców, dumnie ogłasza że to dobry pomysł, że dzieci są niepotrzebne w restauracjach a dzieci nie powinny przeszkadzać rodzicom kiedy oni chcą zjeść spokojnie. Sytuacja ta może zadziwiać nie dlatego że święty spokój się należy każdemu, ale czy wypada aby należał się kosztem najmniejszych? Moja relacja z moimi córkami nie pozwala mi zostawić je w domu i wyjść sobie ot tak, bo przecież mam chwile dla siebie. Zresztą, próbowaliśmy kilka razy i zawsze kończyło się naszymi nerwami, bo myśli nasze były przy pozostawionych maluchach.

Zawsze, powtarzam – ZAWSZE, kojarzy mi się że takie osoby dzieci mają tylko do ozdoby, jak dodatek, jak buty, torebka czy nowa komura. Dzieci mają tylko błyszczeć, chodzić jak w zegarku, bez prawa wyrażenia swojego zdania:

         „w czasach mojego dzieciństwa tak było,dorośli rozmawiali,a dzieciom nie było wolno się odzywać”

 

Szczerze mówiąc, nie wiem jak odnieść się do takiego komentarza. W czasach mojego dzieciństwa na porządku dziennym był również pasek, sznurek od żelazka, klęczenie na grochu i wiele innych pomysłowych kroków wychowawczych. Doskonale pamiętam te czasy i nigdy nie zafunduje swoim dzieciom takiej metody. Dzieci mają w moim domu pełne prawo głosu, do wyrażenia swojego poglądu czy chcą jechać nad morze a może jednak w góry. Rozmowa z dzieckiem potrafi rozwiązać setki spraw, które są dla naszych dzieci problemem, ale też i przynieść sporo nowych wyzwań, jakie stoją przed rodzicami.

Z tymi dziećmi i ich funkcjonowaniu w sferze publicznej jest u nas bardzo dziwnie. W mediach, wszędzie słyszymy jak to powinno dzieci przybywać, jak to są one niezbędne do tego aby Polska się nie wyludniała… Ale jak tylko się pojawi na świecie, staje się wręcz wrogiem publicznym. Dzieci dzisiaj generalnie przeszkadzają wielu ludziom dosłownie wszędzie: na placach zabaw - bo zabawa ruchowa to zabawa głośna, mogą zapiszczeć, roześmiać się; na boiskach - sport to emocje a te nie zawsze da się ukrywać; jak jeżdżą na rowerze - bo przecież jak tak można po chodniku, a już po ścieżce rowerowej na której spacerują ludzie??; na spacerach po parkach czy lesie - bo mają jakieś takie dziwne w sobie coś że chcą sobie pobiegać, pokazać co takiego odkryły, pozbierać kasztany... Całe mnóstwo skarg i zażaleń na te nasze maluchy.

Tak naprawdę, problem z dziećmi zaczyna się dużo wcześniej.

Zaczyna się to od karmienia piersią. Jak to nie wypada, jak to nie wolno, jak to wstyd „cyce wywalać i tak obleśnie karmić…” – ze smutkiem stwierdzam że piszą to mamy innym mamom. Szczególnie tak jakoś potrafią się ludzie przyczepić do matek karmiących, które mają odwagę to zrobić gdy dziecko się domaga.

Najczęściej przewija się argument że JA UWAŻAM, JA TAK NIE ROBIŁAM albo i robiłam...

Ale że co???

 

W związku z tym że Pani A i Pani B tak nie robiły to już każdy ma obowiązek robić tak jak one, bo w przeciwnym razie każda inna jest be i wyrodna do tego?

 

Zrozum człowieka a i człowiek ciebie zrozumie.

Tak, moi drodzy, tym małym krokiem do tego aby załagodzić spór jest zrozumienie dla siebie. Wzajemne zrozumienie. Takimi największymi problemami w chęci zrozumienia dziecka w sferze publicznej jest brak akceptacji dla szeregu zachowań, przez jednych uważanych za przesadne, a dla drugich za możliwe do przyjęcia. Jakoś nie mam problemu z tym aby zaakceptować rozbawione, rozkrzyczane dzieci wokół mnie, chociaż czasami boli głowa. Jedyne zachowania jakie dla mnie są nie do zaakceptowania, to stosowanie przemocy i agresja wśród dzieci. Szczególnie jeżeli mamy do czynienia z dziećmi w różnym wieku, gdzie z reguły starsze, doskonale zdają sobie sprawę z przewagi fizycznej nad mniejszymi. Co jednak jeżeli spotykamy się z murem a mur ten nie pozwala na przebicie i wyjaśnienia o co nam chodzi? Trudna sprawa. 

Wtedy warto się spotkać i porozmawiać. Budowanie więzi z dziećmi, kształtowanie ich świata nie powinno odbijać się przeciwko nim, ale dla ich dobra. Jakże jednak odmienne mamy stanowisko wobec rodziców chcących swoje dzieci pozamykać w domach, a takimi jak nasz, gdzie dzieci są ważną częścią naszego całego życia przez 24 godziny na dobę.

                      

 „Dziecko w tym wieku nie usiedzi spokojnie....te ktore obserwuje nawet nie sa upominane jak glosno sie zachowuja....czasem nie da sie wytumaczyc” - ano czasami nie da, i wcale nie oznacza to że rodzic nie potrafi, albo że nie chce, ale wynika to z tego że rezolutne dziecko zwyczajnie jest ciekawe świata i należy do tych odważnych - ma je gasić w zarodku?

 

No właśnie, czy warto czy nie warto wyjść dzieciom naprzeciw? Jasna to rzecz, że dziecko, rodzic, opiekun powinien wyjść naprzeciw osobom trzecim. Ale mimo to, czy naprawdę przeszkadza dziecko poznające świat? Czy może bardziej przeszkadza fakt, że zada pytanie?

Nie mnie to oceniać.

Szkoda że tak wiele osób nie chce zauważyć w dziecku człowieka. Widzi za to bachory, bękarty, bezstresowe wychowanie i nie wiadomo co tam jeszcze. Gdyby jednak tak postawić lustro? Po co. Po co wspominać o zachowaniu się owych dorosłych przy stole, przecież komentujące mamy to same ideały, ojcowie to styl.

Całkiem nie dawno, wracając z urodzin starszej córki, wstąpiliśmy do małej restauracji, w której była cicha muzyka, kilkoro starszych klientów. Nikt nam nie zwracał uwagi o nic. Oczywiście Dorotka po zjedzeniu chciała trochę „pospacerować”. Uprzedzę, że spacer to spacer a nie bieganina. Miała swoją ulubioną maskotkę. Nikogo nie zaczepiała. Zwyczajnie, zrobiła rundkę pomiędzy stolikami. Zawołaliśmy do niej, aby wróciła, aby nie przeszkadzała. Wtedy starsze małżeństwo odwróciło się do nas i poprosili abyśmy nie przeszkadzali dziecku w poznawaniu świata. Że mają wnuczkę w podobnym wieku i zaprosili ją do stolika. Rezolutnie porozmawiała o swoich sprawach i wróciła.

Ujęło nas to nie tylko jako rodziców, ale przede wszystkim jako ludzi którym wychowanie całkiem nieźle wychodzi.

 

Pozostanę więc przy swoim zdaniu. Przestrzeń świata należy do nas wszystkich. Jeżeli naprawdę przeszkadza tobie jakikolwiek aspekt tej przestrzeni, pozostań w domu. W swoim domu, zawsze obowiązują swoje zasady.

Odsłony: 665

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy Odśwież