Życiorys, odsłona pierwsza

Kategoria: Gderanie Taty Opublikowano: środa, 19 lipiec 2017 RadosnyTata Drukuj E-mail

Kurczą się też bliscy w moim otoczeniu i zaczynam odczuwać pustkę, jaka panuje wokół mnie, kiedy słońce zachodzi a ja nie mam z kim pogadać o mijającym dniu. RadosnaMama zasypia bardzo wcześnie.

Napisanie słów o sobie to często bardzo wymagające zadanie, bo należy odnieść się do swoich błędów obiektywnie a sukcesy opisać w sposób mniej spektakularny, niż miały one miejsce w realu.

Wszystko co mam, do czego doszedłem, przynajmniej w ostatnich latach zawdzięczam sam sobie. Sam sobie zawdzięczam radości i kłopoty. Zawdzięczam sobie wszystkie sukcesy i porażki.

Jako czterdziestolatek, odnoszę się do swojego życia bardzo nonszalancko. W tym życiu było wiele wspaniałych okresów. Owe okresy miały miejsce  w przybytkach, które trudno podejrzewać o to aby cokolwiek przynosiły dobrego.

A jednak? Czas głębokich relacji z Bogiem, czas wykrzyczenia w Jego oblicze jak bardzo go nienawidzę, miesza się z godzinami przepłakanymi, tęskniącymi za rodziną, aby tylko, kiedy wreszcie ją posiadam, wycofywać się z układu i koniecznie walczyć o to, aby stać z boku.

Tak, nie jest łatwo, nie jest łatwo zbudować świat, który ma swoje oparcie na skałach, ale jak łatwo przychodzi budowanie czegokolwiek na piasku?

Jedna z osób które bardzo szanuję, opowiadała mi niedawno jak to w swoich młodych latach, mieszkała w pięknym domu, otoczona luksusem, wyposażeniem, domkiem letniskowym, była jak ptak klatce. Celowo nie napisałem złotej, bo nie jest to mowa o rodzinie Kulczyków.

Dzisiaj dzieli życie z kimś, kto dostrzega w niej całą ją, w sposób za którym całe życie tęskniła.

Miłość, w życiu, to takie coś, co często demoluje moją ocenę wszystkiego co uważam za zrozumiałe, dlatego serce często nie jest sługą rozumu, a i rozum wikła się w relacje z których trudno mu wyjść bez uszczerbku. Obojętnie jakiego, moralnego, etycznego, materialnego… Często od takich osób się słyszy wtedy że przecież miłość nie istnieje a poza tym zapewne każdy skończy tak jak oni, więc doradzają ile mogą , żeby tylko innym było znacznie gorzej.  Przykre to, ale co tam. Jakoś idziemy do przodu.

 

A zaczęło się to tak…

I tutaj mam dylemat, bo od czego zacząć pisać o sobie, od dnia narodzin? Od dnia kiedy zacząłem cokolwiek pamiętać? O dzieciństwie, które było bez fajerwerków, okresie dorastania, z którego pamiętam pierwsze problemu emocjonalne, z nadpobudliwością seksualną, pierwszymi buntami na tle religijnym. Słynne to słowa i zacne, o tym jak to młody człowiek podejmuje najważniejsze decyzje w wieku, w którym jedyną decyzją jaką podejmuje, powinno być żeby się ubrać i umyć zęby.

Dzisiaj stwierdzam że wiek u mężczyzny, tak do 30, powinien być wyjęty z pod wszelkiej odpowiedzialności i w żaden sposób nie powinien mieć żadnej odpowiedzialności ani przed prawem, ani przed samym sobą. Nie ma tak prosto.

Głupota, jaką się wtedy kierowałem, odbija mi się do dzisiaj. Nie tylko w alimentach, ale i w tym, że nie mam w sumie z tego okresu niczego miłego do napisania o samym sobie.

Jak napisać, opowiedzieć dzieciom o nastoletnim pseudoczłekomęskim palancie, który w żaden sposób nie potrafił umieścić się w jakiejkolwiek szufladce społecznej. Jednocześnie być prorokiem, punkiem, fanem metalu, a oprócz tego czynnie działać u schyłku ZHP, kiedy one jeszcze miało jakieś ideały? Sam nie wiem.

Pamiętam jednak z tego okresu coś. Dla pewnych ludzi w tamtym okresie byłem kimś. Kimś naprawdę ważnym. Dzisiaj z tych młodzieńczych przyjaźni nie pozostał kamień na kamieniu. A jednak pamiętam doskonale wiele naszych rozmów przy ogniskach, przy innych okazjach.

Ale pamiętam także „osiemnastkę” totalnie spartoloną przez rodziców. Osiemnastkę, która zamiast stać się swego rodzaju inicjacją, pozostała  tragicznym w skutkach emocjonalnych nasiadówką, przy muzyce, totalnie bez sensu, z kręcącymi się po domu rodzicami, siostrzenicami.

Na całe szczęście, jak to u mnie w życiu często bywa, miałem okazję do rewanżu i zorganizowałem imprezę wraz z innym osiemnastolatkiem, latem. I to już było to. Ten pierwszy etap życia, od urodzenia do ukończenia szkoły zawodowej, także nie był usłany różami.

Miło by było gdybym mógł zrzucić winę za swoje błędy na innych, ale nie mam takiej możliwości. Byłoby to chamstwem wobec osób bliskich i dalszych. Ale tak, nabroiłem.

Otarłem się o pobyt w zk, a to do był dopiero początek dalszych dramatów, takich jak ślub bez sensu, jak kolejne pseudozwiązki. A rozum dopiero przyszedł jak ukończyłem 30 lat, i poznałem wreszcie kobietę, która śniła mi się odkąd pamiętam.  

Zaintrygowałem? Może trochę…

Odsłony: 1074

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy Odśwież