Dzieło, zawsze będzie sztuką, ale odwrotnie??

Bo wiesz Pan. Ze wszystkim jest jak z Dziełem Sztuki. Wszystko zależy od tego, jak sobie autor, taki to, a taki, upatrzył, jak ma wyglądać owo dzieło. Chodziło się do muzeów, gapiło na obrazy, na rzeźby i za cholerę człek nie wiedział czasami, na co się gapi. Jak się to, co wisi na ścianie, lub stoi gdzieś w gablocie, ma do Sztuki, albo, co gorsza, jak się ma do Dzieła. Inaczej Pan patrzysz? No w sumie można. Znam takich, co się rozglądają na lewo i prawo, i widzą każdy co innego, chociaż gapią się w sumie na to jedno i to samo. Tak, i to się nazywa właśnie Dzieło. Dzieło Sztuki. Bo widzisz Pan, dzieło sztuki, czy to się Panu na nie spojrzy na tę, czy inną stronę, zawsze spowoduje, że wzrok się przytuli i zatrzyma.

Panie, ile się to ja Dzieł naoglądałem, ale Sztuki w takim, czy innym nie widziałem. A za to żona moja, świętej pamięci, widziała Sztukę i dalej mi w głowie bałagan robić argumentacją, że ze Sztuką należy się w sposób godny obchodzić. Z Dziełami to różnie bywa. Niby to samo, ale jednak nie to samo.

A może to odwrotnie powinno iść? Nie każda Sztuka to jest Dzieło? No popatrz Pan, jak się mi dzisiaj na stare lata wszystko miesza. I o jakiej Sztuce rozmawiamy? No teraz toś Pan na ignoranta wyszedł!

Tak, zaczyna mi się to klarować. Nie każda Sztuka to Dzieło, ale każde Dzieło to wielka Sztuka.

Panie, ale nie tak, nie tak to robić powinieneś. O widzisz Pan, plecenie koszyka, to prawdziwa Sztuka. Niby podobne te witki do siebie, niby takie same, a jednak nie ułożysz Pan ich inaczej, niż one same chcą się ułożyć. Ile to razy już wyplatałem koszyki, gdzie mi się witki pomieszały, i nijak koszyk swojego dorosłego kształtu przybrać, wychodził taki nijaki, odrobinę garbaty, powyginany, jakby reumatyzm go męczył. Tak, Panie, Sztuką jest nie narobić bubla.

Uczyłem się tego fachu całe lata. Mówili mi, że nie zarobisz na tym, że to przeszłość, bez przyszłości, nie będzie z tego chleba. A popatrz Pan, ja uparcie siedzę sobie na tym koziołku od przeszło ćwierć wieku, plotę, a to koszyk, a to figurkę, a to znowu jakie cudo inne i jakoś to idzie. Nie, nie miałem czasu na dzieci. Chociaż tak naprawdę, to nie mam odwagi o tym powiedzieć, ale wstydzę się kobiet.

 


Historia "Służących..." to nie łatwa lektura, ciekawa, ale nie łatwa.

Czytasz, bo lubisz? Czy tylko po to, aby się pochwalić?


 

Boję się, że jak taka jedna, czy druga, całkowicie mi pleść koszyki zakaże, i co ja wtedy pocznę? Czym się zajmę? Była kiedyś taka jedna. Dorodna. Zaokrąglona tam, gdzie trzeba, w pasie odpowiednio wąska, aby poniżej pasa znowu mieć na czym usiąść. Ot, kobita pełną piersią. Ileż to ona mi głowę nazawracała, żeby rzucić w cholerę te koszyki, te plecionki, że w budowlance lepiej płacą. Ano poszedłem do majstra i mówię mu, że baba mnie do normalnej roboty wysyła, bo jej się moje koszyki nie za bardzo podobają. A on mnie się pyta, czy ja po szkole, czy gdzieś już cegłami na innej budowie podawałem, czy wiem co to taca, kielnia, czy wiem, jak pracować młotkiem murarskim.

Szczerze odpowiedziałem, że nie mam pojęcia, jak cegły podawać, ale może się nauczę?

Eeee, nie, Panie, nie dostałem tej roboty, a u trzech majstrów etatu szukałem. Wszyscy chcieli do roboty nająć, ale nie takiego, co już prawie pół wieku po świecie chodzi, ale kielni w ręce nie miał.

Wróciłem więc do tych koszyków, do tej mojej Sztuki, z których nie wiele jest Dziełami, ale przynajmniej na chleb i na coś do chleba się znajdzie. Babę tamtą pogoniłem. Po co mi ktoś, kto nie chce zrozumieć, co mi gra w duszy.

Nie uważa Pan? Że dzisiaj sporo ludzi marnuje swoje życie, z kimś, kto absolutnie do siebie nie pasuje? Słyszałem tę historię, że kiedyś Pan Bóg, czy inna istota porozrzucała jedne połówki owoców i teraz plączą się one po świecie, szukając swoich drugich części. Oglądam sporo takich przedziwnych krzyżówek, co to gruszka ze śliwką, czasami przez całe życie, usiłują zakiełkować w nowy gatunek. Ileż to sobie wzajemnie oni na złość na robią, dzieci napłodzą, a te dzieciska, także jakieś, takie dziwne, inne, pomieszane. No bo pomyśl Pan, czy wyobraża Pan sobie banana o smaku cytryny? I takie to są te dzisiejsze dziwy natury. On chce spokojnie w telewizji mecz obejrzeć, a Ona by tylko po znajomych by się odwiedzała.

Nie, nie robię już wina na sprzedać. To, co dla mnie wystarczy, czasami aby zimę przeżyć. Nalać do kubka? U mnie nie znajdziesz Pan szkła, jak to w restauracji, czy knajpie. U mnie proste naczynia. Z jednego talerza zajadam mięso, z miski zupę, a wywar to w kubku odpowiednim zaparzam, tak aby aromat jego nie uciekł, i chwili mi nie porwał.

Jedyna Sztuka Panie, jaka do mnie przemawia, to właśnie książka. Chociaż czytałem właśnie, że czy to obraz, czy rzeźba, to każde mają swój początek, środek, koniec. Wszystkie one opowiadają historie, ale zamknięte są. Tak jakby malarz, czy rzeźbiarz nie chciał, aby za daleko nie wychodzić z myślami, co też on do końca miał na myśli. No bo widział Pan Bitwę pod Grunwaldem? Niby wszystko tam jest, opisane pędzlem, dopieszczone ołówkiem, zamknięte to wszystko jednak w wielkich ramach. Nic nie ma z drugiej strony. Czasami na samej ramie, można coś tam jeszcze znaleźć, doczytać, dozobaczyć. Ale poza tym?

Książka Panie, to inne Dzieło jest. To zupełnie inna sztuka. O tak. Jak chce Pan, to udowodnię, że książkę, to można za każdym razem w zupełnie innej formie zobaczyć. Zupełnie w inny sposób odczytać. Jak się jedna strona znudzi, to zawsze możesz Pan na drugą stronę, obrócić.

Tak, tak, Dzieło takiego Matejki, to dzieło skończone. Ma swój początek, ale ma swój koniec. Zamknięta chwila, jeden oddech, jedno uderzenie serca. I dalej nic. Są kolory, są barwy, są ludzie. A to już od kunsztu artysty zależy, czy żyją oni razem z tymi, co to od drugiej strony ich oglądają. To właśnie o takich mówi się, że to Dzieła Sztuki. O tak, to są wielkie rzeczy. Ale zamknięte. To artysta malarz podsuwa barwy, kolory, wzory… Nie to co książka Panie.

Książka Panie, to coś takiego, co za każdym razem inny błękit nieba pokaże. Słońce nie będzie nigdy tak samo świeciło, a i ludzie inni. Każda książka, to dzieło nieskończone. Mimo tego, że autor kropkę postawił na końcu, wydawca okładkę dołożył, to nie ma to nie przełożenia na to, co na obrazie, czy w rzeźbie zaklęte.

Jedyne co łączy, te wszystkie Dzieła, to ile razy ktoś opowiada o jednym tytule, to tyle znajdzie Pan tyleż opinii. Raz jeden, tak się dwóch pokłóciło, o jedną książkę właśnie, tak mieli odmienne zdanie o tym, co przeczytali, że ich radiowóz musiał dopiero do rozsądku przywrócić. A przecież słowo w słowo, to samo czytali. O co? O jaką książkę? A nie pamiętam dokładnie. Nie, nie z Polski pisarza. Raczej jakiegoś innego. Takiego, co to ludziom świat chce w prostych słowach wytłumaczyć.

Także widzi Pan, że czasami lepiej samemu sobie, to co się wcześniej przeczytało, opowiadać Sam sobie Pan w mordę nie przyłoży, a i cięższej rzeczy Pan nie użyjesz.

No, koniec.

Widzisz Pan, koszyk nie książka,

zawsze ma swój koniec.

Ale, że co muzyka, że muzyka, to także Dzieła Sztuki? A wie Pan, że Muzyka to taka bardziej podobna do książki, niż do Matejki? Bo muzykę, jak i książkę, trzeba umieć sobie wyobrazić.

Odsłony: 121

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy Odśwież