Uszczęsliwianie na siłę, czyli Tata na nieudanej akcji.

Kategoria: Gderanie Taty Opublikowano: sobota, 03 marzec 2018 RadosnyTata Drukuj E-mail

Minął czas. Dość długi. A mimo to dostaję wiele wiadomości za co jestem wdzięczny. Cieszę się mimo wszystko ktoś tam coś tam czyta i nadaje się to nawet do udostępnienia, a ja jakoś ze spokojem mogę przechodzić od jednego tematu do drugiego. Zatrzymałem się w styczniu, na samym jego początku, wspominając coś o swoich postanowieniach i zaczynam być dumny że mija miesiąc, może dwa, a ja w kilku z nich trwam niezmiennie.

Zdziwię moją ukochaną rodzinkę bo niestety, nie trwam z postanowieniu ograniczenia wybuchowości, podnoszenia głosy, wypowiadania słów które niekoniecznie muszą padać. A padają.

Jak mogą nie padać?

Po przeczytaniu tysięcy porad na Fb,

 

zaopatrzeniu się w kilka mądrych książek

 

stwierdzam że stoję w miejscu.

 

 

 

 

 

 

 

Mniej więcej to tak wygląda jak przeżywanie okresu przez kobietę. Niby wie że co miesiąc będzie, a powtarza się dokładnie ten sam scenariusz. Nie uczciwy bym był wobec mojej szlachetnej małżonki, Aga ze spokojem przechodzi trudne dni i nie zwala wszystkiego na hormony, ból brzucha czy fakt że krwawi. Na co ja mogę zrzucić?

Na nic. Jako 100% samiec nie „zauważam” aby doskwierało mi w minimalnym stopniu coś potocznie nazwane wyrzutami. Chamsko? Brzmi złowrogo. Cieszę się że te 100% szybko kurczy się do niezbędnego minimum. Nie widzę potrzeby napędzać się do wypominania sobie w nieskończoność jak to blablabla… Aga odwrotnie.

To moja szlachetna małżonka bardzo często jest „winna” temu abym nie przyznawał jej racji. Głównie dlatego że ma wspaniały dar nie dostrzegania swoich wpadek, a chyba każdy mąż o odpowiednio długim stażu małżeńskim wie jak długo można trwać w stanie wojny z powodu głupiego wybuchu odwagi. Niestety, życie w moim związku małżeńskim zaczyna przypominać mi wiele związków które nie za bardzo mi się podobają. Zmienia się, pęka, zaczynamy falować, niepotrzebnie gestykulować, niepotrzebnie walczyć o totalne pierdoły. Moja Druga Połowa uważa że jest to droga do niezależności. Zastanawiam się w takiej chwili kiedy owa niezależność została zachwiana… Pal licho co ja postrzegam za właściwe, szukam rozwiązania aby nie eskalować konfliktu, lepiej się wycofać, cofnąć się. Zauważam że druga strona się nie cofa. Z każdym moim ustąpieniem pola zaczyna bardziej atakować. Co wtedy? Która Racja to Nasza Racja? Czy można w ogóle powiedzieć że to Nasza Racja? Unikanie konfliktów pomiędzy małżonkami to ponoć wielka sztuka. Szlak mnie trafia na wspomnienie wielu małżeństw które potrafiły unieść się ze swoimi racjami tylko po to by przytulić swoją ukochaną osobę.

 

Z dziećmi inaczej. Tutaj z powodu wyrzucania z siebie emocji nazbyt gorliwie osiąga się efekt odwrotny. Nie zamierzony. Najczęściej ma to miejsce kiedy przywołując do porządku Moje Skarby zaczynają spuszczać głowy i uciekać w świat, który tak dobrze znam ze swojego dzieciństwa.

A niech już stary skończy, a po co się tak nakręca…

 

Geny to cholerna rzecz. Dar pozostawiony przez rodziców atakujący serce i umysł w sytuacji kiedy potrzebne są zupełnie inne geny. Każdy dzień w którym owe geny dochodzą do głosu uważam za przegrany, za dzień stracony. Tych dni ubywa, puki co. Puki co, każdego dnia chciałbym aby nie było potrzeby wracać do trudnych rozmów z dziećmi o tym czy wypada w sklepie biegać w opętaniu, albo z drugiej strony, uciekać przed rodzicami, robiąc wiele rabanu w każdym miejscu gdzie znajduje się coś co tylko je interesuje.

 

 

Takie zachowania, bardzo negatywne, zauważam szczególnie w trakcie naszych krótkich wakacji, krótkich wyjazdów. To już nie pierwszy raz kiedy chcę jechać z dziećmi na wakacje, pokazać im miejsca wspaniałe, dostarczyć nowych doznań, może wiedzy…. Każdy rodzic pragnie aby wakacje z dziećmi były pasmem przygody, czasu spędzonego we czworo, bez dodatkowych obowiązków, pełnych uśmiechów, radości. A jest stres, zawód, że to co ja chcę im pokazać to wcale nie leży w kręgu zainteresowań moich pociech. Widzę, że odwiedzają miejsca tylko dlatego że stawiam na swoim i uszczęśliwiam na siłę. Jak pogodzić to wszystko aby każdy nowy rok był rokiem uśmiechu a nie wiecznego focha i wkur…a? Takie pytania zadaję sobie codziennie. Codziennie szukam na nie odpowiedzi. Co dziennie chcę iść w stronę słońca, cytując jeden z polskich przebojów.

Błędem jest uszczęśliwianie dzieci na siłę,

błędem jest pokazywanie im wspaniałej natury.

Przynajmniej moich dzieci.

 

Tak, tą wojnę przegrywam. Jakieś porady?

 

PS, ale właśnie czegoś takiego ode mnie oczekiwał mój tata. Wakacje spędzone na łowiskach pełnych wędkarzy gdzie nawet wykąpać się w jeziorze było wyzwaniem ( wszak ryby płoszymy).. Coraz bardziej jestem do niego podobny. Coraz bardziej w tych sprawach, w których podobnym być nie chcę, zapominając o tych cechach charakteru gdzie naśladowanie mojego taty, byłoby nie tylko wskazane, ale obowiązkowe.

PS2, popracowałem trochę w delegacji… W Szklarskiej… Było super fajnie J i cholernie na minusie.

Odsłony: 683

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy Odśwież