Dlaczego wspieram Strajk Nauczycieli?

Kategoria: Dzieci Opublikowano: środa, 17 kwiecień 2019 RadosnyTata

Nie chcę przesądzać, czy owe mity, komentarze atakujące środowisko nauczycielskie, to opłacane trolle, czy inne osoby, mające swój ukryty, albo bardziej jawny cel w tym, co robią.

Nie mnie to oceniać, szukać odpowiedzi na te pytania. Postanowiłem odpowiedzieć tylko i wyłącznie na te argumenty, które są zwyczajnie fałszywe, kłamliwe, oszczercze wobec samych nauczycieli. Nie będę tutaj publikował szeregu grafik, wyliczeń, które się pojawiają, bo są one pozbawione bardzo często sensu i nie służą temu, aby owa problem rozwiązać, ale tylko i wyłącznie go zaostrzyć.

Odniosę się także, do wpisu popularnego „Ojca”, który chciałby ograniczenia podwyżek płac, tylko i wyłącznie do tych nauczycieli, którzy koniecznie robią sporo ponad program… A ci pozostali, uczący zgodnie z tym, co mają do przekazania? Czyli tymi, którzy wykonują swoje obowiązki, ale nie odczuwają potrzeby organizowania czegoś więcej? Przecież swoją pracę wykonują dobrze, sumiennie, to chyba także im się należy. Ale o tym, trochę później.

Przysłowie mówi

„obyś obce dzieci uczył”.

„Niech nauczyciele pracują jak inni, po 40 godzin tygodniowo”.

Ten mit jest powtarzany do znudzenia, pada tak często, że aż mi się znudziło prostować tę bzdurę. Skąd taki wniosek? Ano stąd, że osoba wyliczająca nauczycielowi godziny pracy, ogranicza je tylko i wyłącznie do godzin lekcyjnych. Jest to absurd, ponieważ praca nauczyciela, nie zaczyna się od jego pierwszej godziny lekcyjnej i nie kończy się na ostatniej. Nauczyciel nie pakuje swoich „manatków” po kilku godzinach lekcyjnych i nie wraca do domu. A jeżeli nawet, to dalej jest w pracy, ponieważ przygotowanie do zajęć, to także praca. Na moje pytanie do osób stawiających ten zarzut, czy zabierają oni jeszcze kilka godzin pracy do domu, najczęściej nie ma odpowiedzi, a jak już pada, to jest tak samo bzdurna, jak wypominanie owych 18 godzin pracy w tygodniu. Przykre, że wielu ludzi nie rozumie tak prostej rzeczy. Proszę zwrócić uwagę, że całkowicie pomijam indywidualne konsultacje z rodzicami, dyżury lekcyjne, świetlicowe, organizowanie zebrań… Całą masę godzin, za które nauczyciel nie ma zapłacone, ale co jest zawarte w jego obowiązkach. Jeżeli coś pominąłem, co jeszcze nauczyciel ma do zrobienia, a czego nie ująłem? Sporo, naprawdę sporo…

 

Natalia z Panią Katarzyną Grześkowiak.

Uroczystość zakończenia roku szkolnego,

oraz zakończenie pierwszego etapu edukacji - nauczania początkowego

„Nauczyciel ma dwa miesiące wakacji, sporo ferii, dni wolne…”

To mój drugi ulubiony mit. Najczęściej, rodzice podnoszący ten argument wyobrażają sobie, jak to nauczyciel w momencie oddania świadectwa, wraca do domu i w szkole pojawia się dopiero w pierwszy dzień roku szkolnego. Rozczaruję sporą część tych rodziców, bo jeżeli już, to szkoła daje wolne nauczycielom dopiero w okolicy połowy lipca, a gotowi do powrotu do pracy muszą być już w połowie sierpnia. Podobnież ma się sprawa z feriami, przerwami świątecznymi… W przerwach wakacyjnych nauczyciele muszą wykonać sporo pracy, o której nie mają pojęcia przeciętni rodzice, bo zwyczajnie, rodzice to oczekiwania, a nie szukanie odpowiedzi. Ten wątek pozostawię już bez dalszego rozwijania. Kto zechce, to doczyta to, co napisałem, a kto nie będzie miał dobrych intencji… Mówi się trudno. Nie mam zamiaru przekonywać.

 

„Przecież oni mają darmowe wycieczki, wszędzie za darmo…”

Brzmi bardzo zachęcająco – tylko zostać nauczycielem i jeździć na wycieczki z uczniami !!! A kto z owych rodziców zgłosił się na ochotnika, to pilnowania owych uczniów? Na tyle, o ile mogę, to angażuję się w pomoc przy wycieczkach, służę swoją osobą w wyjściach do kina, do teatru. Nie, nie dlatego, że nie stać mnie na bilet, ale dlatego, że chcę pomóc. Czym jest wycieczka? Wielu rodzicom, wydaje się, że to nic takiego, przejechać się tam i z powrotem… Zaczyna się od zaplanowania trasy, rezerwacji zajęć, miejsc, gdzie będą obiady… Sporo tego, prawda? Wycieczka mojej starszej córki jest przygotowywana z półrocznym wyprzedzeniem, a to tylko dwa dni i to całkiem nie daleko. Warto dodać, że za wszelkie nadgodziny, nauczyciel przy okazji wycieczki nie ma zapłacone. Jest to JEGO czas prywatny, który poświęca uczniom, a więc naszym dzieciom. Czy opiekun gdziekolwiek, kogokolwiek powinien płacić za wstęp? Oczywiście, że nie. Wycieczka to odpowiedzialność, za życie, zdrowie, kilkudziesięciu młodych ludzi, którzy bardzo często dostają skrzydeł, kombinują jak nagiąć wszelkie zasady, jak się urwać i rzecz jasna, jak nabroić jak najwięcej. Czy to małą odpowiedzialność? Niedawno zakończyła się głośna rozprawa nauczycieli, którzy organizowali zimową wyprawę na Rysy, podczas której śmierć ponieśli uczniowie, w innym miejscu, zaczyna się proces drużynowego, który odpowiada za to, zginęły dwie uczestniczki podczas nawałnicy, chociaż niczemu nie zawinił. Nie. Wycieczka to praca 24 godziny na dobę, gdzie oczy trzeba mieć dookoła głowy. Czy wycieczka kończy się na „oddaniu” dziecka rodzicom? Zapewne, wielu rodziców tak myśli. Otóż nie. Nauczyciel, opiekun, musi sporządzić z tego relacje, przedstawić ostateczne koszty… Przecież to takie proste…

 

Szkoła to nie tylko lekcje, ale również zabawa, przygotowanie teatrzyków, festynów. Na zdjęciach: PS7 w Lesznie, uczniowie podczas festynów, zabawy.

 

„Karta Nauczyciela to rarytas…”

 

Karta Nauczyciela to może nie idealny, ale dobry dokument, gwarantujący nauczycielom pewne prawa. Są tam również i obowiązki. W owej karcie, wielu rodziców doszukuje się płatnego urlopu zdrowotnego. Oczywiście, Karta zawiera całe mnóstwo innych rzeczy, które nauczyciel musi zrealizować, często musi je sfinansować z własnej kieszeni, ale to już tak jakby zatroskanych rodziców mniej interesuje. Boli bardzo wielu, prawo do urlopu na podratowanie zdrowia. Proponuję wszystkim oburzonym, przez jeden tydzień „pouczyć” te wszystkie dzieci tych najwięcej oburzonych. Uczenie w klasie, to nie jest jednostanowiskowe miejsce pracy, gdzie obowiązków jest kilka, a czasami tylko jeden. Niestety, rozczaruję tych oburzonych. Nie jest i taki urlop, zapisany w Karcie, jest świetnym pomysłem.

„To darmozjady, lenią się na lekcji, a do domu potrafią zadać po 10 zadań z każdego przedmiotu”.

 

Jest to wątek wielostronny. Czy nauczyciele się lenią? Tutaj przyznam szczerze, że nie wiem. Nie jestem na każdej lekcji, ale mogę swoje obserwacje oprzeć o doświadczenie córki. O moich nie będę wspominał, bo było to tak dawno temu, że szkoda o tym wspominać. Było inaczej, szanowaliśmy nauczycieli, ich pracę, zaangażowanie, nawet jeżeli nie byli to tacy, którzy nie wiadomo, jak bardzo chcieli.

Natka, to nie jest orzeł, nie jest prymusem. Wręcz przeciwnie, sporo wysiłku musi włożyć w to, aby umieć. Czy jest mi jej żal? Nie do końca. Mamy czas tak zorganizowany, że ma czas na wszystko, i na naukę, na zadania domowe, na zajęcia dodatkowe, na zabawę w domu, na placu zabaw, na spotkania z koleżankami. Często pytam ją, jak to dzisiaj poszło w szkole i widzę efekty na edzienniku. Przez miesiąc, zanim powstał ten tekst, analizowałem ilość materiału, jaki przerabia na lekcji, a ile ma zadane do domu. Zadania domowe nigdy nie przekraczały 10% zadań wykonanych na lekcjach, z czego przynajmniej po dwa zadania były dla chętnych. Jaki z tego wniosek? Niech każdy sobie sam wyciągnie. Moim zdaniem, nie ma lepszego sposobu na utrwalenie materiału, jak właśnie zadanie domowe w podstawowej formie. Współczuję tym rodzicom, którzy koniecznie chcą widzieć, że nauczyciel z dziećmi na lekcji nic nie robi, a tylko zadaje do domu… Czy ktoś wie, jak zakończył się eksperyment w jednej z polskich szkół, gdzie część dzieciaków nie miała zadań, a inna je miała? Ta druga miała o wiele lepsze oceny na sprawdzianach, klasówkach, testach, więcej wiedziała, więcej się nauczyła. Wielu nauczycieli przestało zadawać do domu, aby po miesiącu, otrzymywać prośby o to, aby owe zadanie jednak było, bo bez niego, to dzieciaki już nić nie chciały utrwalać w domu.

Inna kwestia, to ocenianie prac domowych. Tutaj nie zgodzę się z nauczycielami. Nie powinny one być oceniane, ale omawiane. Oczywiście, za notoryczny brak zadania domowego, należy się ocena negatywna, ale za źle wykonane zadanie domowe, absolutnie nie.

 

 

 

„Oni są od tego, aby nauczyć…”

To już ostatni mit. Niestety, nie da się nauczyć całej klasy wszystkiego po równo. Dorośli ludzie mają problemy z przyswajaniem wiedzy po równo, dlatego są świadectwa z paskiem i jest brak promocji do następnej klasy. Są jednak tacy rodzice, którzy uważają, że nauczyciel ma obowiązek pochylić się nad każdym uczniem. Niestety. Nie ma. Z jakiej racji? Ano z takiej, że nauczyciel ma klasę, a nie nauczanie indywidualne. Dramatem tych najwięcej oburzonych jest to, że to ich dzieci najczęściej sobie nie radzą z materiałem, najczęściej dlatego, że im się nie chce. Wtedy zaczynają się „najazdy” na nauczycieli, jak to nie potrafią. Kto wie, może nie potrafią, a może nie powinni potrafić, a może nie ma obowiązku trafiać do wszystkich. Dziwne, prawda? Dziwne jest to, że za moich czasów nie było wszelkich schorzeń utrudniających pisownie, liczenie, a jakoś każdy z Nas zdawał…

Drodzy oburzeni Rodzice – zacznijcie szukać problemu u Źródła, a nie u kogoś, kto bardzo często, robi wszystko, aby owo Źródło się czegoś nauczyło.

 

W ostatnim zdaniu obiecana odpowiedź do facebookowego Ojca.

Podwyżki należą się wszystkim nauczycielom. Wszystkim tym, którzy wykonują swój obowiązek tak, jak jest to zapisane w prawie. Jeżeli jakiś nauczyciel, koniecznie chce robić coś więcej, to niech to robi, ale nie oznacza to wcale, że ten, co robi mniej, nie zasługuje na podwyżkę. Tylko ten nie zasługuje na podwyżkę, który nie wykonuje swojego zawodu zgodnie z tym, jak jest to zapisane w Karcie Nauczyciela, programach, ustawach, regulaminach szkół etc…

 

Wszystkim Nauczycielom, Rodzicom,

życzę więcej solidarności w dniach strajku.

Lepiej opłacany nauczyciel,

to lepsza edukacja, lepsza szkoła.

Wytrwałości.

 

Pojawia się często zarzut, że nauczyciele wybrali niefortunny czas na strajk… A ja odpowiadam, że nie było lepszego. Strajk ma na celu utrudnić, przeszkadzać, być ciężkim do zniesienia, ma na celu zatrzymanie produkcji, procesu, zatrzymać coś, co działało bez zarzutu. Już po pierwszych dniach, wielu z tych oburzonych rodziców, zaczęło dostrzegać, jak wiele pracy wykonują nauczyciele, kiedy pracują. Nie było problemu z dziećmi, które były w szkołach „od-do”, nie było problemu ze świetlicami… Nagle, kiedy tego wszystkiego zabrakło – wielki dramat. Okazało się, że ta cała atakowana masa darmozjadów, nierobów, robi tak wiele, że jak tylko tego „wiele” zabrakło, owi oburzeni od razu widzą różnicę.

Wielu oburzonych stwierdziło, że przecież można nauczycieli zastąpić innymi… Serio? Można? Można zastąpić doświadczonego pedagoga, z wieloletnim stażem zastąpić i na jego miejsce wstawić innego?

Zostawię bez komentarza.

Czy strajk odbywa się kosztem dzieci? Niestety tak, ale jest to koszt, który może przynieść wiele korzyści. Cieszę się, że w moim mieście, młodzi ludzie, maturzyści wystąpili w obronie swoich nauczycieli, swojej szkoły.

Naprawdę, się cieszę.

Odsłony: 199

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy Odśwież