W Nowym Roku, starym krokiem?

Opublikowano: poniedziałek, 01 styczeń 2018 RadosnyTata Drukuj E-mail

Nowy rok 2018 uważam oficjalnie za otwarty. Idzie nowe, odświeżone, powtórzone po ubiegłorocznym początku roku, jakkolwiek na to nie spojrzeć, można się cieszyć i wszyscy mamy do tego pełne prawo. Podsumowanie popełniłem w tekście przy okazji bożego narodzenia, a dzisiaj nie zamierzam wracać do wydarzeń przechodzących do mojej małej historii. Wchodzę w 42 rok życia, daleko mi do entuzjazmu czy euforii nie tylko z powodu uciekającego czasu.

W tej mojej małej historii jest tyle wydarzeń przeplatających się z jednej szali na drugą iż przestałem liczyć na to aby ten rok miał być inny. Chciałbym mieć chociaż jeden rok, taki do końca przewidywalny, taki spokojny, taki który ma swoje normalne kłopoty, problemy, zmagania się z codziennością. Nic co wywala życie moje i moich ukochanych do góry nogami. Nie uda się uciekać przed przeszłością, aby ta nie narobiła więcej krzywdy niż pożytku. Czy mam powody aby się gniewać na swoją przeszłość? Chyba nie, przecież nie zrzucę winy na swoje błędy młodości, na kogoś, kto nie miał pojęcia jak wygląda dorosłe życie.

Młokosy z reguły nie przejmują się tym czy czyny popełnione w wieku nastu lat odbiją się czkawką na stare lata. Lekcja życia, jaką dostaję dzisiaj za owe wyskoki, nie pozwala na normalne funkcjonowanie. Chciałbym być tak silny jak bohaterowie filmowi, jak bokserzy podnoszący się po silnym nokaucie aby wygrać swoją walkę. Można podać tutaj całe mnóstwo porównań, przypadków i wszystkie one razem lub osobno, spełnią swoje zadanie uświadomienia publiczności o czym napisałem.

Trudno tak się spiąć w pierwszym dniu Nowego Roku, i wcale nie dlatego że mam kaca – bo nie mam prawa mieć. Od wielu lat nie miałem okazji mieć kaca, co akurat uważam za swój sukces, a trudno dlatego że mój pesymizm zaczyna wznosić swój poziom ponad szklankę zapełnioną do połowy.

Ten rok był wypełniony wieloma ciężkimi wydarzeniami. Awantura podczas wakacji, unoszenie głosu przez cały rok, domaganie się względów na które nie zapracowałem, nie dostrzeganie tego że każdy ma prawo do błędu, zaniedbania, a w szczególności prawo do tego mają dzieci.

Chcę być dla dzieci kimś, kto daje im oparcie, mądrą radę, kiedy indziej czas, a jeszcze w innym przypadku ogrom uśmiechu i wygłupów w trakcie których jesteśmy wszyscy razem w krainie baśni.

Miło by było aby ten nowy rok był przeze mnie zapamiętany zupełnie inaczej. Miło by było aby ten rok przyniósł wiele ulgi od mojego charakteru a pozwolił na obudzenie śpiącego ja, jakiego w początkowych miesiącach naszego związku pamięta moja żona.

Każdego dnia mam pragnienie aby Agnieszce okazać uznanie za wszystko co Ona dla mnie robi, co robi dla dzieci, nie szukać powodu aby jej nie uszczypnąć, nie ugryźć. Zapominam o tym, że ma takie samo prawo do bycia zmęczoną, co bycia zniechęconą, do tego aby zasnąć odwróconą plecami bez aktywności.

W sumie, nie mam pojęcia czy nie zdarza się jej płakać do poduszki, po kolejnej scysji. Mamy tak różne zdanie, różne oceny na to jak wydawać pieniądze, jak wychować dzieci, jak prowadzić dom, jak bawić się z dziećmi, jak wychowywać psy, jak stymulować siebie wzajemnie co powinno prowadzić do rozpalenia ognia w łóżku.

Najczęściej przytulam ją kiedy wiem że śpi. Są takie noce, gdzie nie śpię od zmroku do świtu. Kiedy gapię się w sufit, dotykam ją delikatnie wyobrażając sobie jak podniecenie zmienia się w rozkosz, a rozkosz w ekstazę. Cóż z tego? Wszystko pozostaje w głowie i nie pozwalam emocjom dać upustu.

Ten Nowy Rok, takie mam małe pragnienie, ma być rokiem odbudowy relacji ze wszystkimi, poczynając od siebie. Relacji z Bogiem, relacji z Agnieszką, zbliżeniem się do dzieci, zbliżeniem się do ludzi.

I oczywiście zrzuceniem wielu, wielu kilogramów.

Czy to dużo? Czy to mało?

 

Odsłony: 610

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy Odśwież