W drodze na wakacje

Wakacje, urlopy, wyjazdy, podróże. Chociaż okres wakacyjny zaczął się dwa tygodnie temu, to wątek ten jest tak aktualny, jak poważne zmiany klimatyczne na świecie. Gorącym tematem w tym okresie są oczywiście dzieci w środkach publicznego transportu, mniej publicznych, całkowicie prywatnych. Nie ważne są środki, ale ważne, jak My, dorośli, rodzice, współpodróżni, zareagujemy na zachowania, wybryki naszych najmłodszych.

A wiem, co mówię, bo jeżeli mam do wyboru podróż autem, to wolę jednak pociągiem.

I tak zaczyna się pierwsza poważna debata domowa. Nie napiszę, że forumowa, ale kto wie, jakie argumenty padają z obu stron. Rozumiem, że jesteśmy na etapie dokonanego wyboru czy wypoczynek w górach, nad morzem, a może za morzem, a może za oceanem.

Nieważne.

Ważne, że mamy wykupione „all inclusive”, ewentualnie nie „all”, ale mamy.

Pozwolicie, że pominę moment, w którym mama jest zajęta pakowaniem, dzieci zajęte przeszkadzaniem mamie, psy i koty wystraszone wizją drzewa w lesie i długiego sznurka, a tata bardzo pilnie śledzi w komputerze drogę, jaka jest do przebycia, śledzi prognozy pogody... Takie normalne sprawy, jakimi jest zajęta głowa rodziny w kluczowych momentach życia tej rodziny, bo po co marnować czas na oczywiste oczywistości.

Swoją drogą, dlaczego nowe gry strzelanki, piłki nożne, wyścigi nie mają Google Maps?

Jesteśmy już spakowani i opuszczamy nasze mieszkanie na tydzień, dwa... W zależności, na jaki okres opuszczamy nasze miejsce zamieszkania. Nasza droga zaczyna się od samochodu. W krótszej wersji jest to taxi na dworzec, lotnisko... w dłuższej pakujemy familię do auta i zgodnie ze wskazówkami mapy, prowadzimy nasz samochód z miejsca A do miejsca B.

Samochodem

Jest opcja bardzo często wybierana, jeżeli naszym celem podróży nie jest tylko przetransportowanie się do wymarzonego domku letniskowego, ale odwiedzenie wielu okolicznych atrakcji, miejsc... Taka moja wymarzona trasa to wypad do Rumunii, w jedną stronę przez Pragę, Brno, Wiedeń a w powrotnej drodze zahaczyć o Balaton. To wymaga odpowiedniej logistyki i oczywiście odpowiedniego zabezpieczenia w ubezpieczenie i zapas gotówki.

Każda droga, czy to nad polskie morze, polskie góry, gdziekolwiek, to CZAS. Czas jest bardzo często największym wrogiem, bo wkrada się nuda u naszych milusińskich, zaczyna się zmęczenie, narzekanie „daleko jeszcze”, oraz wiele innych komunikatów, jakimi zarzucają Nas nasze pociechy. Nie ma się im co dziwić. Różni rodzice różnie sobie radzą w takiej sytuacji, ale o tym w drugiej części – jak walczyć z nudą. Co ważne, podczas podróży samochodem, tylko My jesteśmy narażeni na wszelkie manifestowanie trudów w podróży. Tylko My.

 

Środki publicznego transportu

To już zupełnie inna bajka i zupełnie odmienne środowisko dla wszystkich.

Musimy pogodzić w sobie i współpasażera, i rodzica i kogoś, kto ogarnia to całe nasze towarzystwo. Oczywiście, nie możemy odpowiadać za reakcje innych osób, tak samo, jak nie warto tłumaczyć się za to, co i w jaki sposób ktoś tłumaczy to i owo.

Możemy i powinniśmy odpowiadać za siebie i do momentu, kiedy nasze pociechy ukończą 18 lat, za nasze dzieci.

Nie ma róży bez kolców i tak samo jest z podróżą. Pierwsze emocje, wraz z długością podróży przemijają. Zaczynają się pierwsze problemy, skutki zmęczenia.

Jesteśmy w chwili, kiedy nikt nie chce przeszkadzać innym pasażerom, ale nasze dzieci mogą zacząć zwyczajnie utyskiwać na warunki, w jakich się znalazły. Każda podróż ma takie swoje etapy. Różnica pomiędzy jazdą samochodem a środkami publicznego transportu jest taka, że w przypadku tych drugich nie jest możliwe zrobienie sobie przerwy gdzieś na parkingu.
Jest na to sposób i można podzielić podróż na kilka etapów (przesiadki), ale i tak zmierza to w jedną stronę:

Jak zagospodarować czas dzieciom w podróży

Najbardziej popularna dzisiaj jest elektronika. Włączenie bajki czyni cuda i wyłącza nasze dzieci z aktywności tak długo, jak długo Shrek wędruje do smoczej wieży, aby uwolnić Fionę. Elektronika dzisiaj jest zbawienna dla wielu rodziców, którzy w tym momencie mają sporo czasu dla siebie i także zaczynają grzebać w swojej elektronice. Nie jestem zwolennikiem nadużywania elektroniki, ale zdaję sobie sprawę, że nie da się bez obejrzenia filmu przejechać w pociągu trasy dłuższej niż trzy, cztery godziny. Można,  a nawet należy ją ograniczać.

Czy to możliwe?

Owszem:    

kreatywność rodziców

i przygotowanie podróży w taki sposób,

aby elektronika była wyeliminowaną do minimum.

Co w zamian?

Książka

Od kiedy Guttenberg wymyślił ruchomą czcionkę, książka z wieku na wiek, stawała się coraz tańsza i coraz bardziej powszechna. Co za tym idzie, możemy kupić wybrane tytuły, jakie spodobają się naszym dzieciom. Możemy spróbować kupić lekturę, którą będziemy uważać za odpowiednią, ale z doświadczenia wiem, że to nie do końca tak działa. Super, jeżeli chociaż jedno z naszych dzieci potrafi czytać i to lubi. Tak jest w naszym przypadku. Pozostaje nam druga córka, która jeszcze nie potrafi czytać, co też z przyjemnością wykorzystujemy, aby zająć jej kilkanaście minut, na czytanie jej ulubionych książeczek.

 Co ważne!                                                                                      

Nie pozostajemy na etapie samego czytania,                             

ale rozmowy o tym, co czytamy.                                                         

Gry z długopisem

To obowiązkowe wyposażenie naszej torby podręcznej. Kilka długopisów, kilka kartek i można zacząć się bawić w przeróżne gry: statki; państwa/miasta; zabawa w odciskane kropeczki; zabawa w cyferki; Tak naprawdę, wachlarz jest tutaj bardzo szeroki i można wykorzystać dosłownie wszystko, aby dziecko zaangażowało się w zabawę. Nie jesteśmy pionierami w zagraniu w Scrabble tylko na papierze, przez dopisywanie literek. Wychodzi nam z tego bardziej krzyżówka. Zabawa jest nie mniejsza. Żeby nie było za łatwo, to owa krzyżówka ma pewne zasady: np. Można wpisać wyrazy tylko i wyłącznie z jednej kategorii. Gramy także w piłkarzyki na kartce, w szukaniu liczb na kartce. To wszystko staramy się tak zaplanować, aby nie wyczerpać za bardzo repertuaru za wcześnie.

 

Karta zadań

Kartą zadań zostaliśmy zainspirowani, przez koleżankę. Przygotowujemy odpowiednią kartę zadań, a na niej wiele punktów do wykonania przez dziecko.

Na ostatniej było takie jak:

Imię kasjerki; podpis konduktora; numer pociągu; ilość stacji; kolor fotelika; Ile minut się pociąg opóźnił, jaki mamy numer wagonu, ile było wagonów; pytania dotyczące stacji ...

Ktoś powie, że to trochę głupie, ale entuzjazm naszych pociech w zdobywaniu informacji, był ogromny. Jednym z zadań było także poproszenie o możliwość zrobienia zdjęcia w czapce kolejarza. Wachlarz zadań może być naprawdę bardzo spory i koniecznie dopasowany do wieku i możliwości dziecka. Ważne, aby karta nie była tylko wydrukiem punktów, co zwyczajnie znudzi, ale była wydrukowana na grubym papierze, zawierała grafiki, miejsce na rysunek... Tutaj pozostawiam wodzę fantazji każdemu z rodziców. Na każdych wakacjach obowiązuje Karta zadań wakacyjnych, gdzie jest zjedzenie lodów, przygotowanie bukietu dla mamy z letnich kwiatów, puszczanie latawca, zbieranie muszelek, zdobycie szczytu... Wszystko to dostosowane do miejsca, w które się udajemy.

 

Kolorowanki, rysowanki, książeczki z zadaniami...

Nie ma tutaj zbyt wiele do napisania, może tylko tyle, że my drukujemy to, co lubi nasze dziecko. Książeczki z zadaniami zawsze mamy jakieś pod ręką.

 

Gry rodzinne

Wiele można tutaj napisać, o tym, co można wymyślić, i jaki to ma cel.

W naszych grach rodzinnych mamy swoje ulubione: np. „widzę coś na literę...”; „widzę coś koloru...”, zabawa w układanie wyrazów na ostatnią literę usłyszanego wyrazu. Ostatnio doszły ewolucje tych gier, których wszystkich nie zdradzę. Jedną z popularniejszych jest układanie bajki po jednym zdaniu przez każdego po kolei. Jedynym ograniczeniem jest tematyka: las, wakacje, dom, zwierzęta... Można sobie wybrać.

A jak już nam się wszystko wyczerpie, nasze dzieci niezmordowane, pomimo zmęczenia nie chcą spać, mogą wreszcie obejrzeć kolejną część Shreka, w której to potwierdza się tezę, że odwiedziny u teściów, mogą zacząć się od katastrofy a zakończyć pokonaniem jakiejś chrzestnej.

I co dalej?

Dojechaliśmy do punktu docelowego i czas wysiadać.  

Odsłony: 228

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy Odśwież