Pol`And`Rock Festiwal 2019 - relacja spisana.

Kategoria: Imprezy Opublikowano: wtorek, 13 sierpień 2019 RadosnyTata Drukuj E-mail

Jakoś tak już mam, że jeżeli wokół czegoś narasta sporo legend, to stawiam sobie cel, aby sprawdzić i zweryfikować. Nie inaczej było z dawnym „Przystankiem Woodstock” a dzisiejszym „PolAndRock Festiwal”. Być może odpowiem na wiele pytań, które ktoś z Was sobie zadaje, a być może rozwieje wiele wątpliwości. Jedno jest pewne: zarówno zwolenników, jak i przeciwników, zachęcam do spędzenia kilku dni lata w Kostrzynie n/Odrą. Mniej przekonani, zapewne się przekonają, a ci którzy się obawiają, pomogą pokonać swoje kolejne słabości.

Zaczynamy?

 

Dlaczego postanowiłem odwiedzić festiwal razem z dziećmi?

Po pierwsze dlatego, że nie wiadomo jak długo będzie możliwa jego organizacja.

Po drugie dlatego, że po pokazie wielu relacji, filmów z tego wydarzenia, dzieciaki baaardzo chciały tam pojechać.

Po trzecie dlatego, że z sentymentem wspominam swoje nastoletnie lata, gdzie byłem zakochany w ciężkich brzmieniach, wspominam festiwal w Jarocinie a co najważniejsze, miały wystąpić dwa bardzo ważne dla mnie zespoły. Fakt, ten ostatni punkt odnosi się tylko do mnie, co nie zmienia faktu, że bardzo istotny.

Jak każdy, który wyruszał na Festiwal ze swoimi dziećmi, zadawałem sobie pytanie, czy jest to bezpieczne; czy warto; czy dzieciakom spodoba się na miejscu; bo co innego oglądać filmy w komputerze a zupełnie inna sprawa odwiedzić ulicę Północną w Kostrzynie osobiście.

Ostateczne pytania, czy na pewno chcą no i chciały, nie było potrzeby prowadzić dalszych dyskusji, tylko spakować plecaki, zapakować namiot i udać się na dworzec PKP.

Wybraliśmy wariant podróżowania pociągiem specjalnym. W naszym przypadku wybór padł na Koleje Regionalne, bo chcieliśmy uniknąć przesiadek. No i uniknęliśmy.

Jedyny minus, który okazał się plusem, to podróżowanie w nocy. Dzieciaki najpierw przysypiały, ale po kilku minutach się rozbudziły i udzielił się im klimat festiwalowy.  

Nie ma co skupiać się na podróży pociągiem. Ważne, że dotarliśmy na miejsce o poranku, na pole namiotowe dojechaliśmy o poranku, namiot rozbiliśmy o poranku i mogliśmy przez chwilę odpocząć i się zdrzemnąć.

Tak, to był pierwszy etap – dotarcie na miejsce.

Tutaj warto opisać po trochu organizację wydarzenia, z punktu widzenia dorosłego festiwalowicza, który wybrał się na festiwal z dzieciakami.

Co dla mnie było priorytetem? Oczywiście bezpieczeństwo moich dzieci.

Każde dziecko ma OBOWIĄZEK mieć na ręce opaskę ze swoim imieniem, z numerem telefonu rodziców. Jeżeli rozbijano się na polu komercyjnym polu namiotowym, zauważyłem dodatkowo opaskę z numerem telefonu do osoby odpowiedzialnej z tegoż pola.

Czy to działa? I to jak bardzo. Wystarczyło, aby Dorotka oddaliła się na kilka metrów, a już do mnie dzwoniono. Chociaż była ona w zasięgu mojego wzroku, to i tak zrobiło na mnie wrażenie, jak szybko ludzie reagują na zaciekawione dziecko. Zdarza się, że na placu zabaw przy domu oddali się o wiele dalej i nikt nie alarmuje. Oczywiście, nie mówię, że wtedy tracę ją z oczu. Po prostu, w mieście tak jakoś wszyscy obojętnieją.

Ważną sprawą jest higiena. Ogromna ilość Toitoi-ów, darmowe prysznice z zimną wodą, oraz odpłatne z ciepłą. Skorzystaliśmy i z jednego i z drugiego. Ogólnie koszt na nas wyniósł 24 PLN na trzy osoby. Młodsze dzieci miały wstęp za free, starsza się nie załapała na darmową kąpiel, ale i tak ogólnie wyszło taniej. Martwiło mnie, czy dzieciaki zechcą swobodnie korzystać z toalet, na całe szczęście, nie było z tym problemu. Pamiętajmy, że wybraliśmy się na festiwal, gdzie oprócz nas w Kultowym momencie, było nas około pół miliona ludzi.

Kolejną sprawą, jaka mnie odrobinę martwiła, to fakt spania z dzieciakami na polu namiotowym oddalonym od głównej sceny o kilkaset metrów. Czy się wyśpią? Czy muzyka będzie im przeszkadzała? Czy będą potrafiły się w tym odnaleźć. Okazało się, że radziły sobie o wiele lepiej niż wielu dorosłych. Mniej więcej w okolicy północy padały jak muchy, spały jak susły a pobudkę robiły same około dziesiątej rano. Może nie koniecznie dlatego, że już się wyspały, ale w pierwszy poranek na festiwalu, obudził nas Titus, a na drugi dzień Kazik. Wszystko to przez próby na głównej scenie.

Inną sprawą było przemieszczanie się po terenie festiwalu. Szczególnie po zmroku. O tym trochę później.

 

Jaki jest ten Tata? Dlaczego się nie poddaje? Zapoznaj się ze Mną. Zapamiętaj, człowieka można zniszczyć, ale nie pokonać.

 

Festiwal oferuje pełną gastronomię od potraw na bazie kaszy, ziemniaków, schabowe, fastfoody, strefę dla wegan, wegetarian… Wszystko, czego dusza zapragnie. Zastrzeżenia można mieć do niektórych cen, ale trudno. Przyjechaliśmy na Festiwal, a nie na wyżerkę.

Dla kogoś, kto nie zamierza wydawać zbyt dużo pieniędzy na gotową gastronomię, jest festiwalowy Lidl. Aż żałuję, że nie trafiłem na ten moment, kiedy można było dokonać zakupów w rytmie Westbama. Nie można mieć wszystkiego.

Sam Festiwal to wiele stref, w których zawsze się coś dzieje. To miejsce, które przez kilka dni nie zasypia. Zaczyna się w ostatni dzień lipca, aby ostatecznie zakończyć czwartego sierpnia.

Przechodzimy więc do sedna,

dlaczego Festiwal to wspaniała impreza

dla całej rodziny?

Przede wszystkim strefa, gdzie swój namiot rozkłada Akademia Sztuk Przepięknych. Oprócz spotkania z gośćmi Festiwalu (w tym roku między innymi Zbigniew Zamachowski; Wojciech Smarzowski; Kasia Nosowska; Olga Tokarczuk; Jurek Owsiak z Adamem Bodnarem; ojciec Wiśniewski, jeden z ostatnich głosów kościoła katolickiego opartego o Dekalog; – to wszystko w głównym namiocie). A obok? Spotkania z organizacjami społecznymi, prawnikami, alpinistami, strefa dla dzieci (duża piaskownica i dużo animacji)…

Strefa ASP położona powyżej sceny głównej, to ogrom ciekawych rzeczy, przy których naprawdę trudno się nudzić.

Strefa Allegro z wielkim kołem, strefą relaksu, gadżetami dla wszystkich, zdjęciem pamiątkowym i możliwością ładowania telefonu (co do łatwych rzeczy nigdy nie należy). Wielki plus dla Allegro, za wstęp z dziećmi bez kolejki.

Strefa Play. Operator także zapewnił możliwość ładowanie telefonu a oprócz tego, dwie zjeżdżalnie: wodną i pianową. Do tego spora ilość gadżetów, od kostek do gry na gitarze, po płaszcze przeciwdeszczowe. Scena Play to ukłon w stronę muzyki klubowej.

Scena Viva; Strefa Leszka, ze swoją sceną (jedyny dozwolony napój alkoholowy); Strefa Kriszny;

Strefa Województwa Lubuskiego, czyli animacje dla najmłodszych.

Scena mała – gdzie działo się nie mniej, niż na dużej i oczywiście… Scena duża.

Zapomniałbym o Siemashopie, czyli festiwalowym sklepie z gadżetami.

A największa atrakcja? To oczywiście same koncerty oraz słynne festiwalowe błoto.

 

 

Rozczaruję wiele osób, jeżeli napiszę, iż nikt tam nie sika, nie robi kupy, a samo „błoto” to wspomnienie słynnego już Woodstocku z roku 69. Specjalne miejsce otoczone małym wałem ziemi, polewane wodą z wielkiego prysznica. Dodam, że spora grupa dzieci bawiła się w wodzie nie mniej ochoczo niż dorośli. Woda bardzo zimna, ale w niczym nie przeszkadzało to w zabawie.

Jak napisałem powyżej: nikt tam nie sikał, nie robił kupy, nie było pijanych, nie było naćpanych, nie było zagrożenia. A jak było? Widać na zdjęciach.

W tym miejscu wrócę na chwilę do samego przemieszczania się po terenie Festiwalu. Z tego względu, że jest on położony na wielu hektarach a tłok bywa mniejszy tylko w godzinach dopołudniowych, to należy uzbroić się w cierpliwość. Najlepszą opcją w tym tłumie ludzi, było poruszanie się w formie ciuchci, czyli trzymamy się za ręce i idziemy. To był jedyny moment, w którym moje zmysły się bardzo wyostrzały, bo chociaż wiedziałem, że gdyby nawet, Natalka albo Dorotka puściły moje ręce, to szybko dostałbym telefon, gdzie na mnie czeka, to nie chciałem, aby takie coś miało miejsce.

Doskonałym rozwiązaniem było ustanowienie poruszania się pasami, zgodnymi z ruchem drogowym.

Rozwiązało to problem z korkami, problem z tłokiem i problem z poruszaniem się dzieci.

 

W tym roku wielką niespodzianką był występ Majki Jeżowskiej na Małej scenie. To, co się tam działo, pokazuje, jak wielki jest ten Festiwal i jak wiele się dzieje, przez te kilka dni. Kto wie, może za rok wróci na Dużą scenę?

Oczywiście, Festiwal to miejsce radości i uśmiechu.

Nie oznacza, że nie ma swoich cieni. W tym roku, w trakcie jego trwania, zmarły trzy osoby. Smutne, przykre. Czy to oznacza, że należy przestać organizować to wydarzenie?

Znalazła się osoba, która rozebrana zaatakowała policjanta. Czy to oznacza, że należy rezygnować z Festiwalu?

Czy fakt spotkania sporej grupy osób, które wypiły za dużo, które być może coś tam zażyły, oznacza, że było niebezpiecznie?

Szczerze mówiąc, to czułem się o wiele bezpieczniej, niż gdybym brał udział w jakiejś miejskiej imprezie, zwanej potocznie „dniami”, czy dożynkami. Swego czasu, z obowiązku zawodowego, miałem obowiązek pracować nad relacjami z takich imprez. Procentowo, tych na procentach na festiwalu było zdecydowanie mniej (przypomnę, że rozmawiamy o imprezie, gdzie pod namiotami jest kilkaset tysięcy ludzi), a i nigdzie nie słyszałem nieśmiertelnego „a chcesz w ryja?" (które to mi towarzyszyło przy okazji wspomnianych miejskich imprez).

Fotogaleria z Festiwalu

Zapewniam, że nie.

Dziewczyny były zmęczone ciągłym przybijaniem „piątek”, „żółwików”, „przytulasów”… Ogromnej porcji serdeczności, życzliwości, uprzejmości.

Chociaż Festiwal miał wiele wad, to i tak, owych wad było tyle co kot napłakał.

Dziewczyny chciały wracać już po tygodniu, ale co najwyżej, mogą wrócić za 51 tygodni. Kto wie, może być tylko bardziej fantastycznie.

ps. Serdecznie pozdrawiam wszystkich zespołom, uczestnikom, którzy przyczynili się do tego, że ta impreza była naprawdę wspaniała :).

 

Odsłony: 208

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy Odśwież