Razem, a może jednak osobno?

Opublikowano: wtorek, 13 czerwiec 2017 RadosnyTata Drukuj E-mail

Kiedy pojawia się na świecie, nasze dziecko, to dopada nas wiele pytań, wątpliwości tego czy się podoła wyzwaniu zupełnie, nieznanemu. W takim momencie pojawia się wielu konferansjerów, asystentów, mentorów, którzy bardzo pragną zająć nasze, rodzicielskie miejsce i koniecznie uczyć nas, młodych rodziców, jak należy kąpać, jak przewijać a znane są mi przypadki, jak karmić piersią.

Dlaczego o tym piszę? Jako że mieszkaliśmy osobno, mieliśmy daleko do babć, ciotek, wujków etc. Ten czas, pojawienia się Natalki, był tylko dla nas. Dla nas, bo chcieliśmy aby taki był. Wspominamy te chwile, kiedy mała pierwszy raz w domu była przewijana, pierwsza kąpiel, gdzie z duszą na ramieniu, a Sercem w dłoniach, delikatnie obmywaliśmy ją, słuchając jak kwili, by za chwilę się uśmiechać.

Często słucham, jak wielu młodych rodziców, jest wsłuchana w porady najbliższych, szczególnie dwóch osób. Babcie to ktoś, komu się naprawdę należy wiele wdzięczności, ale czy naprawdę ich obecność w domu jest aż tak niezbędna?

Przyznam szczerze, że pomimo braku doświadczenia, spotkaniu się z zupełnie nowym, nie odczuwałem braku owych kobiet. Owszem, są one częścią rodziny, częścią całości. A mimo to, nie wyobrażam sobie dzisiaj abym miał być wyręczony w przewijaniu mojego dziecka, nakarmieniu butelką czy innej czynności.

Dziecko najbardziej czego potrzebuje, to potrzebuje obecności swoich najbliższych. Tak jakoś to widzę, i potwierdza się to w wielu relacjach młodych wiekiem rodziców, kiedy okazuje się że są wyręczani przez własne matki w praktycznie każdej czynności, przy swoim dziecku. Wielu znajomych, którzy na korzyść większych pieniędzy dla siebie, nie podążyli naszymi drogami, do mniej korzystnego finansowo wynajmu, ale bardziej korzystnego z tytułu usamodzielnia się, świętego spokoju, często podczas odwiedzin, opowiadali jak to nam zazdroszczą, tego że my możemy sami to i tamto.

Niestety, dzisiaj pod pozorem oszczędności, wielu rodziców oddaje swoją cząstkę, na rzecz innych osób. Nie mówię, że nie należy tego robić, ale czy my, rodzice, nie powinniśmy mieć pierwsze prawo do tego aby decydować o tym jak ubieramy, jak karmimy, jak spędzamy czas?

Smutne to prawda?

Wiem, za chwilę ktoś napiszę, że wyolbrzymiam, że pomoc i wsparcie jest nieocenione a ja namawiam do izolacji, nic bardziej mylnego. Namawiam do samodzielności. Namawiam do życia, namawiam do zetknięcia się z problemami po kolei.

Jak daleko można zajść, jeżeli cały czas ktoś stoi obok i podpowiada, a czasami współdecyduje o tym co się powinno a co nie? Można by powiedzieć, skąd ma taki młodziak wiedzieć, ano z instynktu. Zakładając, że rozmawiamy w gronie rodziców w pełni świadomych, możemy wierzyć w to, że działanie nasze jest skierowane dla dobra naszego dziecka, zaspokojeniu jego potrzeb, które w pierwszych dniach ograniczają się do bezpośredniej, i stałej obecności mamy przy maluchu.

Dlaczego taki tekst? To takie przemyślenia ze spotkań ze znajomymi, mieszkającymi jeszcze ze swoimi rodzicami albo narażonymi na często wizyty teściowych, w których dochodzi do rewolucji w ich domach. Nie wiem czy jest to kulturalne, ale my jakoś sobie z tym poradziliśmy. Nastąpił sam z siebie podział naszych obowiązków, i moją mamę utemperowałem ja, a teściową, RadosnaMama.

Jaki jest z tego wniosek ogólny? Pewnie taki, że dla zdrowia i komfortu psychicznego jak i cielesnego, zarówno naszego - rodziców, naszych rodziców, jest zdrowy nie wykraczający za bardzo w inny, podział  ról i świadomość wszystkich wobec faktów, które opisałem powyżej.

Pozdrawiam, RadosnyTata.  

Odsłony: 3403

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy Odśwież