Prawa czy obowiązki?

Opublikowano: poniedziałek, 28 lipiec 2014 RadosnyTata Drukuj E-mail

Ile praw mają nasze pociechy? A ile obowiązków? Czy faktycznie to my dzisiaj wychowujemy dzieci, czy tylko tak nam się wydaje? W tle tego tematu rozgrywa się gorąca dyskusja na internetach, po tym jak agresywny mężczyzna rzucił dzieckiem bawiącym się na placu zabaw o chodnik. Postanawiam więc się rozprawić z tym i owym. Oczywiście, jako aktywny tata, nie będę obiektywny.

Nie mogę nim być skoro stawiam dobro dziecka ponad wszystko. W tym tle, można również zastanowić się o tym jak faktycznie wygląda dzisiaj w mojej ojczyźnie realna polityka prorodzinna. Wszak miłościwie nam panująca pani premier, powiedziała że żadnemu dziecku krzywda się nie stanie. Szkoda, że wszystkie działania są tylko skierowane na finansową część tego pozornego bezpieczeństwa.

Zawiesiłem Puenty, bo chciałem znaleźć tydzień, JEDEN !!!, bez informacji o krzywdzie jakiegoś dziecka, jakiegoś dramatu z dzieckiem w tle, bez jakiegoś wydarzenia, które nie spowodowałoby mojej zadumy nad kierunkiem, w jakim gna nasz świat.

Postanowiłem dzisiaj zmierzyć się z tym, co dzisiaj mogą nasze dzieci, a czego im nie wolno. Tematem jakim postanowiłem się podeprzeć, to dyskusja po owych wydarzeniach gdzie nerwowy idiota rzucił dzieckiem.

Zdumiewa mnie nie tylko sam fakt że takie wydarzenie miało miejsce. Zdumiewa fakt, jak wiele osób odbiera dzieciom prawo do zabawy na placach zabaw. Zdumiewa nie tylko to że przeszkadzają dzieci, ale że przeszkadzają one w ogóle. Fakt, że „bachory mają mordy, którymi się drą bez żadnego powodu…” to częsty styl pisania jednostek, które uważają siebie za normalnych.

Trudno więc powstrzymać emocje, szczególnie cholerykowi, aby nie odpisać na poziomie, co też wiele razy uczyniłem. Zdumiewa zdanie matki… która w swoich komentarzach stwierdza że przecież jej dzieci idąc bawić się do piaskownicy mają zakaz brudzenia się wszak „nie jedzą pisaku i nie srają robalami”.

Jeszcze inny stwierdził że chętnie by połamał dziecku to i owo, aby tylko mógł on w spokoju oglądać telewizor.

Jak to się dzieje, że w czasach walki o dobro każdego nienarodzonego malucha, zapomina się o potrzebach tych już żyjących? Sam nie wiem. Jakoś nie mam wrażenia że wychowuję dzieci bezstresowo. Nie pozwalamy im na wszystko, ale mimo to uważam że mają dzieciństwo pełne, takie jakie ja bym chciał mieć.

Jak się to dzieje, że tak wielu ludziom przeszkadzają dzieci na placu zabaw? Owszem, narzekają w jednym zdaniu, że w Polsce matki nie rodzą dzieci, że nas nie przybywa, aby chwilę później dodać że dzieci w ogóle nie powinny piszczeć z radości, nie bawić się bębenkiem, gwizdkiem, nie powinny się gonić, nie powinny oddychać. Czy jakaś naprawdę kochająca matka będzie chciała urodzić dziecko w takim otoczeniu? Trudno powiedzieć. Może wyjść z założenia że skoro nie ma prawa swobodnie dziecka nakarmić, nie ma prawa z nim wyjść do restauracji, nie ma prawa owe dziecko iść i się pobawić, pobiegać, to po co ma żyć?

Może przesadzam, a może i nie. Nie zdziwiłbym się jak zaczną pojawiać się pomysły aby matki z dziećmi do lat np. 15 umieszczać w gettach, otoczonych murem. Wtedy reszta społeczeństwa będzie uwolniona od odgłosów dorastania.

A niech to wszystko… Wrócę do głównego wątku tego krótkiego tekstu:

  1. Czy dziecku można pozwolić na wszystko?

Oczywiście że nie. Nie pozwalam dziecku na dewastowanie, uczulam że są miejsca gdzie nie tylko wypada, ale i należy zachować spokój, ciszę, umieć się poruszać, nie podnosić głosu, nie biegać, nie wyrywać się… To są takie miejsce jak szpitale, jak muzea, jak kino, jak teatr, jak uczestnictwo w uroczystościach, jak uszanowanie miejsc pamięci. Pomimo że nasze dzieci rok temu miały rok mniej, nie mogę narzekać. Wzorowo zdały test w warszawskich muzeach. Może to wielu moich adwersarzy zdziwić, ale nie pozwalam dzieciom rzucać piachem w inne dzieci, rzucać kamieniami, śmiecić… Wiele tego. Czy to się udaje? Nie zawsze potrafią oczywiście dokonać tego w 100%. Ale już w 75, jak najbardziej. Nie zapominam że to są dzieci i ma prawo im się przydarzyć zwyczajny bunt, lub ewentualna niegrzeczność. Mam z tego powodu drzeć szaty? Nie mam zamiaru. Staram się wychować dziecko, słuchać co do mnie mówi. Tresowanie zostawiam tym, którym normalne zachowanie dzieci przeszkadza. Którzy odmawiają dziecku być zwyczajnie dzieckiem.

 

  1. Czy dziecko ma prawo do krzyku, pisku, głośnej zabawy na dworze?

Ten wątek porusza wiele osób, zaangażowanych w dysputy o dzieciach ogólnie. A jednak cały czas czytam co chwilę, jak to hordy dzieciaków mają czelność zakłócać popołudnie swoim zachowaniem. Sam mieszkam na parterze, mam do placu zabaw kilka kroków. Nie wiem jak bym się nie wysilał, muszę się wsłuchać w odgłosy tego co mnie otacza. Dlaczego więc tak wielu ludzi KONIECZNIE musi słyszeć dzieci na placu zabaw? Ano bo chce, to i słyszy. Dzieci powinny mieć pełne prawo do wytracenia energii na placach zabaw, również wydając z siebie odgłosy. Krzyki, piski towarzyszące zabawie mogą przeszkadzać tylko i wyłącznie komuś, komu całe życie przeszkadza. Swoją drogą, te same osoby często przy okazji wydarzeń sportowych „drą swoje ryje w euforii i to na długo po zakończeniu ciszy nocnej”. Celowo tak…. No ale jak widać, dorośli mogą. Na całe szczęście są to jednostki, wobec których trudno zachować kulturę, kiedy to atakują dzieciaki.

 

 

  1. Gonitwy, zabawy w berka, w chowanego, wyścigi rowerowe, gra w piłkę…

Wszystko mam w okolicach domu. Czasami bywam zmęczony i faktycznie śpiący. Dlaczego nigdy nie mam problemu z tym, aby zasnąć w takim otoczeniu? Czy coś staje mi na przeszkodzie? W sumie nic. Z drugiej strony, przypominam sobie jak to my bawiliśmy się podobnie i jakoś nigdy nie było przy tym ciszy. Kto pamięta podwórko lat 80, to za bramkę robiła ściana domu, bloku; tak samo odbijaliśmy piłkę tenisową…. Jakoś nas uszanowano i my nie widzieliśmy w tym niczego zdrożnego. To samo jeżeli rozmawiamy o wyścigach rowerowych czy innych zabawach ruchowych mających większy zasięg niż ogrodzenie placu zabaw. Czy naprawdę, te kilka chwil może być powodem do skrzeczenia na dzieci? Szczególnie że nie trwają one wiecznie. Co mnie najbardziej dziwi? Najwięcej pretensji mają ci, którzy sami nie potrafią się zachować, często po kilku głębszych słychać ich jak dyskutują krzycząc do siebie o wiele głośniej, w słowach o wiele bardziej dosadnych.

 

  1. Zachowanie porządku, czystości.

Oj tak, dostało się dzieciom za te wieczne nieporządki i bałagan. Wszak jak one mogą tak śmiecić, bałaganić, rozsypywać piasek i jeszcze wiele innych rzeczy. Dlaczego mnie śmiech bierze? Często widzę w jakim stanie pozostają ławeczki opuszczane przez tych oburzonych zachowaniem dzieci. Puszki po piwie, paczki po papierosach, opakowaniach.. Ile można tak wymieniać? Pomijam już wykorzystanie zakątków, w których owi prawi zrobili sobie toalety. Często załatwiając swoje potrzeby bez zasłonięcia się tutaj i ówdzie. Smutne to, co nie? A może nie. Prawdziwe. Ileż te nasze dzieci musiałby dzisiaj naśmiecić aby im dorównać? Oj sporo.

  1. Zachowanie ogólne, czyli jak powiedzieć dzień dobry…

To już temat rzeka, i to bardzo rwąca.

Zakończę więc go w jednym zdaniu. Na szacunek trzeba zapracować, a nie oczekiwać że jest on w pakiecie.

 

 

Cóż więcej dodać? Nie wiem. Być może ktoś mi odpisze, a może i nie. Dlaczego uważam że jednak to ja mam rację? Ano dlatego że dzieci są naszą przyszłością. Nie musimy ich szanować, ale zrozumieć powinniśmy. Owszem, każdy coś wyniósł z domu rodzinnego. Czy to jednak oznacza że mamy prawo tak samo się zachować wobec naszych dzieci? To tak jakby dziadek molestował ojca, ojciec syna a syn wnuka, bo przecież tak robili w domu.

Surowe wychowanie nie powinno mieć miejsca, powinno mieć miejsce porozumienie. Owszem, nie koniecznie na równych prawach, wszak wiele zależy od nas, ode mnie, od Mamy, ale wszystko da się wyrównać.

Czasami nawet i chciałbym zrozumieć osoby narzekające na to i owo. Ale nie mogę i nie chcę. Z jednego prostego powodu. Nie mam powodu aby zrozumieć kogoś, kto nie chce ani trochę zrozumieć drugiej strony. A często owa walka o prawa jednych, kończy się ograniczeniem do minimum praw tych, którzy często sami bronić się nie mogą.

Odsłony: 3616

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy Odśwież