Lato, lato, lato ...brudzi??

 Zaczyna się nareszcie upragnione lato, lato wiosną, po długotrwałej zimie wiosną. Tak się jakoś porobiło w naszej ojczyźnie, że nawet pora roku się zdecydować nie może.

Cieszy jednak ogrom ciepła spływający na nas wszystkich dookoła, a to sprzyja wypadom na dwór, w szeroko pojętym tego słowa znaczeniu. Kluczę, i kluczę, aby dojść do sedna.

Dzisiaj, odrobinę zdeterminowany odrobinę poirytowany jedną z wiadomości, od zatroskanej mamy, że na moich zdjęciach, moje własne dzieci są brudne i zaniedbane… LOL, Brudne? Z tym się zgodzę, bo trudno im się nie pobrudzić, ale że ZANIEDBANE?

Podjąłem więc polemikę, na czym owo zaniedbanie ma polegać i skąd tak daleko idące wnioski na mnie spłynęły.

Szybko się wyjaśniło, że owa mama nigdy, przenigdy nie opublikowałaby zdjęcia swojego dziecka które miałoby zabrudzoną buźkę, odzież, cokolwiek wskazywałoby na użycie i dziecka i odzieży….

 

W  zadumie i skrytykowany spojrzałem na Tornado, które swoim zwyczajem, na placu zabaw wycierało wszystkie zakamarki i zacząłem się zastanawiać że może faktycznie za dużo im pozwalam na to aby używały swojego dziecięcego życia?

A może to moja wina że nie biegnę z chusteczkami, wycierając buźki przed kolejnym pstryknięciem, aby nie było widać śladu po konsumpcji tego co właśnie im przyszło do głowy….

Ogólnie, z punktu widzenia Taty można powiedzieć że jest z tym u mnie naprawdę, nie powiem że źle, ale inaczej na pewno. Na pewno nie ganiam za dzieciakami od piaskownicy do zjeżdżalni, od huśtawki do drabinki, ze wzrokiem strażnika więziennego obserwującego spacerujących osadzonych i zachowaniem paniki jakbyśmy byli na tonącym okręcie, gdy tylko moje dziecko ma zamiar pobawić się w piasku.

Zresztą, nie tyczy się to tylko samych dzieci, sam chętnie uczestniczę w budowaniu zamków z piasku, w zabawach naszych dzieci, w zdobywaniu gór i pagórków.. Ogólnie, w tym co dla dziecka i rodzica może okazać się czymś wspaniałym. Dlaczego więc jest to tak negatywnie oceniane przez matki, przynajmniej niektóre?

Myślę że trochę swojego dokładają tzw. blogerki modowe. Jako że dość często zasiadam na ławeczkach poustawianych przy placach zabaw, mimowolnie słucham tego co mają do powiedzenia inne mamy, a to że to za ciepłe, a tamto za zimne, a tamto za przewiewne, a tamto za drogie, a Lewandowska mówiła to, a Cichopek zalecała tamto, jednak jeszcze inna Maja stwierdziła że Chodakowska ma za grube uda…. Zapędziłem się. A nawet zasmuciłem, bo chciałbym kiedyś mieć taki wpływ na to jak się wychowuje dzieci, a z drugiej strony, jak bardzo ubogie jest życie niektórych rodziców, którzy bez porad Lewandowskiej nie potrafią wyjść z dziećmi na spacer….

 

Nie, nie będę się zastanawiał nad sensem istnienia osób, których mój sens od ich sensu dzieli mór.

A jednak czasami zazdroszczę innym mamą, że ich dzieci potrafią się tak jakoś mniej ubrudzić, mniej umorusać, mniej okazać że są po zabawie.

Tylko, czy na tym etapie, to jest najważniejsze?

Westchnąłem, odłożyłem książkę, którą przestałem rozumieć gdy z poza mojego rewiru zaczęły dochodzić głosy debaty o tym co dziecko nosić powinno a czego się wystrzegać. Dostrzegłem moje roześmiane córeczki, które z placu zabaw, umorusane jak zwykle, zawołały że świetnie się bawią, że chcą jeszcze zostać, że jedyna ich potrzeba to się napić soczku, a zresztą, widzą jak mi się spokojnie czyta to i owo…

Oj tak… To ja już wolę zostać przy moich skarbach takimi jakie są.

 

Odsłony: 1037

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy Odśwież