Jak bronić swoje dziecko przez (nie)bezpieczną szkołą?

Opublikowano: środa, 15 luty 2017 RadosnyTata Drukuj E-mail

Mijają kolejne dni, tygodnie, a u Nas można powiedzieć bez zmian. Dzisiaj trapi mnie jednak inny problem, taki, który nie pozwala spokojnie książkę poczytać. Otóż, jak daleko mogę się posunąć, aby obronić własne dziecko przed innym dzieckiem, które wyrządza krzywdę mojemu dziecku?

Za chwilę wielu napisze, HA przecież to proste, jak w szkole, zgłoś nauczycielowi, jak na przysłowiowym dworze przed domem, to idź do rodziców.

Tutaj zaczyna się dylemat, ponieważ już wiem, z doświadczenia, że nie każdy nauczyciel problem potrafi rozwiązać, a i rodzic niechętnie spogląda na to kiedy na jego dziecko kablują inne dzieci. Mój ojciec śp. powiedziałby – nie kabluj tylko wal w zęby. Mój dziadek śp. Powiedziałby aby nie lać, tylko użyć perswazji. Psychologia dziecięca nakazuje rozmowę i wzmocnić element wychowawczy, nacisk.

W sumie, ten ostatni punkt jest najbardziej zrozumiały, aby młodego człowieka nakierować na odpowiednie tory, tylko że to nie owy młody człowiek zaczyna się bać świetlicy, czy innych ludzi, ale to dziecko, które przyjmuje baty.

Ten pierwszy raz spotkałem się z brakiem odruchu w szkole, kiedy zaprowadziłem moją córkę do szkoły. Młody chłopak definitywnie znęcał się nad rodzeństwem, używał słów potocznie używanych za wulgarne, i dosłownie NIKT ze stojących rodziców czy nawet nauczycieli dyżurujących, nie zwrócił mu uwagi. Jedna Pani, ze świetlicy owej szkoły stwierdziła cytuję „Przecież to się dzieje poza furtką szkoły, co ja mogę?” Zainterweniowałem więc i nie miałem oporu wytłumaczyć małemu terroryście że to samo co on robi komuś mniejszemu, może spotkać go ze strony innego większego. Nie zdumiała mnie buta terrorysty, który atakował inne dzieci, bo w odpowiedzi rzucił „ a co mi zrobisz”, z pominięciem formy grzecznościowej „Pan”. Złapałem więc za plecak i zaprowadziłem do Pani dyrektor, gdzie ow terrorysta przejął się tym nie więcej niż pewien Kaczyński, pewnym Trybunałem.

Ale jak widać, życie toczy się i toczy…

Dzisiaj dostaję podwójną lekcję życia. Występując w obronie „młodego” atakującego moją córę, zostałem oskarżony o chęć pobicia dziecka. Czy jestem w szoku? W sumie nie. Zwróciłem się do „młodego” aby nie bił mojej córki, bo sam dostanie po łbie”. W trakcie krótkiej rozmowy z Panią na placu zabaw, „młody” kilkukrotnie rzucił Panią piłką w okolicę głowy, trafił, a Pani stała i była zdumiona jak to możliwe. Do tego moje dziecko zostało oskarżone o kłamstwo… Do granic absolutnego absurdu dobrnęła Pani wychowawczyni ze świetlicy, która skłamała że Córka nie zgłaszała takiego zajścia, bo zgłaszała przy mnie…. W trakcie to którego zgłaszania, oberwała piłką.

Tak, trudno być rodzicem w XXI wieku. Zawsze stałem na stanowisku, że najważniejsze aby w moich dzieciach wykształcić odruch szacunku wobec osób uczących, pracujących w szkole. Stoję przed dylematem czy nie przestać. Po co mam dziecku tłumaczyć i wyjaśniać autorytet wobec Pani, skoro ta, nie dość że sama kłamie, to jeszcze zrzuca odpowiedzialność na mnie, czy na rzekomo kłamiące dziecko? Tak, to prawda, że używanie wobec największego urwisa słów, potocznych skąd inąd, nie uchodzi. Rozróżniam jednak urwisa od kogoś kto bije inne dzieci. To nie ten kaliber. Gdyby jeszcze owy młody człowiek przyszedł i przeprosił… Jedyna reakcja to rzucanie w dzieci piłką, pokopanie innego dziecka i z okrzykiem „uciekamy” oddalić się w inną stronę z podobnymi jemu kolegami.

Wyjaśniłem więc córce, że nie powinna się poddawać i cały czas wierzyć w sens edukacji, ale niech nie ufa już nauczycielom, nie ufała zbytnio w ich misję wychowawczą, bo jedyna misja jaka im przyświeca, to misja „czystej szkoły”, czystych rąk, że jak cokolwiek, to nie my.

Czy słuszny mój gniew na szkołę? Nie, ale na poszczególne osoby już tak. Co może zrobić rodzic? W sumie nic, bo narzędzia jakie ma na poziomie samej szkoły, to tylko zgłoszenie do Pani dyrektor. Nie uczynię tego, w trosce o zdrowie i bezpieczeństwo samej Pani Dyrektor, może przecież i ona oberwać piłką, albo kto wie, „młody” może zamienić piłkę na kamienie. A może i by się przydało…

 

Odsłony: 1989

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy Odśwież