Jak to Polak z Polakiem...

Opublikowano: środa, 15 maj 2019 RadosnyTata Drukuj E-mail

  Nie wytrzymałem dłużej. Polska jest na wojnie ze wszystkimi i wszystkim. A skoro Polska, to i Polak. Nie, nie Prymas Polski, ale ogólnie, Polak. Polak zawsze był gotów bronić interesów swojej ojczyzny i w tej obronie wszystkiego, tak się ponapinał, że postanowił świętować tylko i wyłącznie, albo przede wszystkim, porażki.

Jest kilka dni po drugim co do ważności święcie narodowym – rocznicy uchwalenia Konstytucji 3 Maja. Dokument ten, nie tylko na ówczesne czasy, rewolucyjny, ale przyjęty zbyt późno i zbyt opieszale. Gdyby Konstytucję procedowano za Jana II Sobieskiego, Stefana Batorego, to pewnie by uchroniła Rzeczpospolitą przed upadkiem i rozerwaniem nie tylko ziem polskich, ale i serc Polaków.

Dzisiaj nie o tym. Jak już napisałem na wstępie, jestem na wojnie. Jako obywatel, Polak muszę w niej uczestniczyć, chociaż nie mam pojęcia, po której ze stron sporu się opowiedzieć.

Najprościej, dzisiaj każdy Polak musi walczyć z Tęczą, TVNem, Wyborczą, LGBT, UE, Tuskiem, Izraelem, Merkel, uchodźcami, biegającymi po schodach, obalającymi pomniki oskarżonych o pedofilię, ubekami, sbekami, komuchami, zdrajcami, wrogami, antyklerykałami, WOŚPem, Owsiakiem…  

Z drugiej strony Polak musi walczyć z lewakami, zdrajcami, unijnymi aparatczykami, ubekami, sbekami, komuchami, TVP, Radiem Maryją, TvTrwam, falangami, nacjonalistami, faszystami, „nawróconymi” prokuratorami, ginekologami… Sporo tych wrogów i każdy znajdzie coś dla siebie. W końcu prowadzenie wojny jest we krwi każdego Prawdziwego Polaka…

Zapomniałem jeszcze o walce z debilami. To akurat program autorski jedynego w swoim rodzaju polityka, którego poglądy działają na wyobraźnię młodych lepiej niż rozkładówka Playboya. Trudno się dziwić, bo Pan Janusz stale w formie, a Playboy tak jakoś się na tych sztucznych cyckach zatrzymał.

A wszystko to pod wielkimi hasłami, wstawania z kolan, odświeżenia tożsamości, zbudowania jedności narodowej, bo „tamci” wszystko spieprzyli, obrony wolności, obrony wartości, obrony przed obroną, łamaniem Konstytucji (bo obecna stała się jakaś taka nie potrzebna, przynajmniej dla jednej ze stron),

I tak w kółko, od kilku lat, stale ktoś mnie atakuje, stale ktoś czyha za rogiem i koniecznie chce mi zrobić kuku. Jak nie Uchodźca chce mi buchnąć portfel (i żonę przy okazji), to zwolennik LGBT chce, wiadomo czego…

A jednak chodzę po tych ulicach, chodzę, zaglądam tu i ówdzie i nie widzę żadnego powodu do tego, aby się uzbroić w cokolwiek i z tym cokolwiek oczekiwać na atak, który nieuchronnie ma nastąpić.

Co się takiego stało w Narodzie, który przez ostatnie lata uchodził za wzór, za społeczeństwo cywilizacyjnie europejskie?

Nie odpowiem na to pytanie, bo nie jestem ekspertem, od tego są studia telewizyjne różnych stacji, gdzie trwają cały czas wyścigi, nie zawsze na argumenty, czasami na inwektywy, częściej na kłamstwa i manipulacje.

Nie oglądam już żadnej telewizji, moja całkowita wiedza o świecie polityki, bierze się z artykułów, ale najczęściej staram się odczytać, co mówią sami zainteresowani – politycy.

Od słuchania tych, którzy mi stale tłumaczą,

co powinienem zrozumieć,

a czego nie powinienem,

to mnie zwyczajnie głowa rozbolała.

A w tym wszystkim, po każdej ze stron, jest wszechobecny kościół katolicki.

Przyznaję, mam krytyczną opinię o tej instytucji, ale nie wynika ona z niechęci części mediów do niej, lub wpływu kogoś trzeciego. Od lat szkolnych, nie widzę powodu, aby cokolwiek mnie łączyło z tą instytucją bliżej. Moja niechęć wynika z osobistych doświadczeń i co tu ukrywać. Nie uważam instytucji kościelnej w Polsce, za bezpiecznej, a bardziej uważam ją za grupę ograniczonego zachowania.

Nie oznacza to, że nawołuję do mordowania Katolików, palenia kościołów, dewastacji miejsc, pomników, obrazów, uznawanych przez Katolików, za ważne dla ich wyznania. Uważam po prostu, że miejsce Krzyża i religii jest w kościele, a nie w świeckiej szkole.

Kiedyś myślałem, że Kler nie dostrzega problemu, że na lekcji religii w szkole sporo traci. Moje doświadczenie wskazuje, że poważne traktowanie religii jako przedmiotu, zakończyło się, od kiedy wkroczyła ona do szkoły.

Dzisiaj widzę cynizm i grę, jaką kościół toczy z Polakami, pokazując, że przeciwnicy religii w szkole, to sobie mogą nagwizdać. Wydaje mi się, że nie ma w tym ducha Ewangelii, w których to ludzie przychodzili jej posłuchać, a nie czekali o wyznaczonych godzinach w salach, z podręcznikami.

Dosyć o kościele.

Co mnie najbardziej irytuje? Irytuje mnie to, że w moim otoczeniu mam bliskich znajomych, którzy są przedstawicielami wszystkich stron konfliktu, z jakimi można się spotkać. Z każdym z nich znajduję wspólny język, również i Oni, potrafią znaleźć wspólny język, kiedy są gośćmi w moim domu. I tak oto pamiętam dysputy Łysego ONRowca z Gejem, w trakcie której, już widziałem jak się krew leje, by na koniec rozmowy, zobaczyć, jak wiele, znacznie więcej ich łączy, niż dzieli. Byłem świadkiem, jak poważny narodowiec przygotowuje projekt społeczny z lewakiem. O dziwo, ani się nie pozabijali, ani nie pobili, a wymiana poglądów, spowodowała, że przy minimum chęci zrozumienia drugiej ze stron, wcale nie trzeba na siebie ryczeć w otaczających kordonach Policji.

Skąd te wnioski? Ano stąd, że nam Polakom, przynajmniej niektórym, wojna jest niezbędna do życia, do porannej kawy, do pracy, do powrotu do domu, do wychowania dzieci… Bez wrzawy bitewnej, nie ma paliwa do pokonywania kolejnych dni.

I tak dzień za dniem, a przecież, o wiele lepiej, być po prostu Polakiem, takim zwykłym, zwyczajnym, Polakiem.

Kurtyna.

Odsłony: 496

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy Odśwież