Pojawiam się i znikam.

Opublikowano: sobota, 23 wrzesień 2017 RadosnyTata Drukuj E-mail

 Wracam do siebie. Na swoje stare śmieci, po milczeniu tak długim, że aż trudno to w jakikolwiek sposób usprawiedliwić. Jak to w życiu, wydarzyło się wiele, ale i nie za dużo. Wakacje, krótkie, bo krótkie, doliny i wzrosty, parabola cały czas biegnie wzdłuż i wszerz mojego życiorysu.

Stało się jednak coś, co znowu mnie cholernie zmieszało. Po pierwsze to spotkanie się z książką, za  której kupno przeklinam ale i dziękuję. Sam nie wiem, jak długo można chodzić i zwodzić samego siebie, że nie warto wierzyć w instancję Wyższą, że nie warto dostrzegać w ludziach dobra, radości, pozytywnych emocji a odrzucić te wszystkie negatywy. Takie mam postanowienie nowoszkolnoroczne.

Każdy dzień jest dobry aby coś sobie postanowić, zmienić dietę, popijać mniej kawy, nie szukać powodu do awantury, nie poddawać się emocjom, nie oddawać pięścią za policzek.

HA, oczywiście się nie udaje, ot tak, prosto przejść nad wszystkimi sprawami, no bo jak, ale warto próbować.

Każdy dzień dzisiaj zaczyna się niby tak samo, a mimo to czuję się inaczej. Spoglądam w niebo i zadaję wiele pytań. Przywodzi mi wspomnienie, kiedy to spotkałem człowieka zakochanego w Biblii i mówiącego: „czytaj codziennie i napisz swoje grzechy na kartce”. Gdybym wtedy wiedział jak to działa, nigdy bym się za to nie chwycił. Kiedyś kartka zawierała kilka przymiotników, rzeczowników, czasami czasowników. Największym przestępstwem było przeklinanie.

Po latach czytania okazuje się że ryzy brakuje. Czy to znaczy że stałem się gorszy?

Nie, tylko wrażliwość jest zupełnie inna. Wrażliwość mozolnie odbudowywana na fundamencie skały a nie piasku. Przeklinam ją, bo jak długo można dowiadywać się o sobie tyle rzeczy i jak z nimi żyć.

A mimo to nie jestem zadowolony.

Zbudowałem wokół siebie taki wielki i gruby mur, boję się okazać zrozumienie, empatię wobec wielu ludzi. Dlaczego? Jak odpowiem na to pytanie, pewnie będzie to największy sukces mojego życia.

Mimo wszystko, po coś tam żyjemy, dokądś idziemy, zmierzamy po nagrodę wiecznego życia.

Co mogę dać dzieciom dzisiaj? Najwięcej siebie. Tego co czuję, o czym myślę.

Pięć minut zabawy, poświęcenia uwagi, przeczytania książki na dobranoc, daje im tyle radości, która w wielu domach nie ma miejsca. Czy to ze mnie czyni bohatera? Nie, bo w wielu innych domach tego czasu dzieci mają o wiele więcej.

Tak to wygląda.

Witam jednak w nowym roku. Dziękuję za wszystkie emaile, wiadomości. Dziwię że są tacy, co mnie czytają. Nie jestem ani literatem, ani wieszczem, a jednak. Dziękuję i pozdrawiam.

 

ps. Wspominałem coś o książce...        

Odsłony: 1014

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy Odśwież