Czy Bóg wybaczy?

Kategoria: Tata Czyta Opublikowano: piątek, 16 sierpień 2019 RadosnyTata Drukuj E-mail


„Wypuściłbym z więzienia siostrę Bernadettę i wsadziłbym tam tych wszystkich nauczycieli, wizytatorów, psychologów, którzy wiedzieli o sytuacji w ośrodku lub mogli ją sprawdzić. Niech na własnej skórze doświadczą tego, co przez lata czuły dzieci. A jak siostra będzie na wolności, to wreszcie poczują, co oznacza słowo „niesprawiedliwość”.”

Przebrnąłem. W jeden dzień. Nie wiem tylko, po co mi to było. Zgwałciłem się w historię, która nie ma żadnego ludzkiego obrazu, a zawiera tylko i wyłącznie obraz bólu, cierpienia, a nawet zdrady.


Pani Kopińska niesamowicie wkurwia, doprowadza do wrzenia i powoduje, że emocje w czytelniku są targane bardzo mocno.
Nie wiem, czy istnieje jakakolwiek kolejność, w jakiej należy czytać książki Pani Joanny. Chyba nie ma. Uważam jednak, że pozycja „Czy Bóg wybaczy siostrze Bernadetcie” to pozycja obowiązkowa, dla każdego człowieka. Bez względu na poglądy, wyznanie, wartości, jakimi się ktoś kieruje.
Staram się nie czytać takich historii seryjnie. W końcu mam jakąś odporność na ludzkie skurwysyństwo i bardzo długo odsuwałem od siebie czas, kiedy zmierzę się ze złem, jakiego trudno odnaleźć gdziekolwiek indziej. Jest to także kolejna pozycja, po „Zakonnicach odchodzących po cichu”, „Z nienawiści do kobiet”, po przeczytaniu której czuję się totalnie bezradny, i totalnie napompowany, gotowy do wymierzenia sprawiedliwości, jaka się należy.
Staram się zrozumieć najgorszych przestępców, protestowałem przeciwko bardzo populistycznym zatrzymaniu mordercy małej Kristiny. I przychodzi taki moment, gdzie przestaję w drugim człowieku widzieć człowieka. Widzę, nie, nie zwierzę, bo zwierzęta się tak nie zachowują, widzę jakiegoś potwora cudem posługującego się ludzkimi odruchami.
Specjalnie zacytowałem fragment z ostatnich stron, który przepisałem z pamięci, bo tak naprawdę, to wszystkich dookoła oskarżam po stokroć, o te wszystkie cierpienia dzieci.
Kiedy ktoś mi się pyta, dlaczego moje dzieci nie chodzą na religię, dlaczego nie chodzimy do kościoła, a co z sakramentami… Odpowiadam od lat tymi samymi słowami: nie narażę swoich dzieci, na żadne, nawet bardzo odległe zagrożenie, ze strony instytucji kościelnych.
Często słyszę w takim momencie, że przecież są inni, lepsi, to nie tak, to nie wszędzie… Nie zgadzam się z takim poglądem. Nie można w niedzielę klękać przed ołtarzem i odcinać się od Bernadetty.
Gdyby Kościół chciał się zmienić, to by się zmienił. Nie zgadzam się w tym miejscu z ojcami Wiśniewskim, Górzyńskim, księdzem Bonieckim, Szymonem Hołownią, że przecież nie można tak myśleć, że to błąd. Nie! Nie można trwać przy instytucji, która w taki sposób rozwiązuje swoje sprawy.
Bicie do krwi, łamanie obojczyków, zmuszanie do jedzenia wymiocin, bicie za posikanie się w łóżku, zamykanie na klucz, zmuszanie do sikania za okna, zmuszanie do załatwianie się do wiadra, kontrola korespondencji, izolowanie rodzeństwa, pozwalanie na gwałcenie przez starszych…
A to wszystko w ośrodku, do którego kierowano dzieci z rozbitych domów, którym należało pomóc, wspierać, nauczyć żyć.
Nie da się.

Odsłony: 221

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy Odśwież